Dynamika ostatnich dni na najwyższych szczeblach lokalnej krakowskiej polityki jednych już męczy a innych mobilizuje… a mnie skłania do refleksji. Bo jako radny Dzielnicy XVIII Nowa Huta, ale też jako ktoś, kto codziennie słyszy ten sam refren: „Panie Marcinie, tu się nic nie da”, „to musi poczekać”, „proszę napisać pismo”, „proszę zgłosić w aplikacji”, „to nie nasza kompetencja” – mogę popatrzeć na to wszystko z boku. I kiedy w kolejnych postach wraca temat referendum, mam wrażenie, że ono nie bierze się z jednego wielkiego „grzechu” prezydenta miasta, tylko z tysięcy małych głuchot w systemie.

Referendum – niezależnie od tego, kto jest jego politycznym beneficjentem – jest termometrem. A termometr nie wywołuje gorączki. On ją pokazuje.

Referendum jako rachunek za „głuchy telefon”

Mam w sobie dużą ostrożność, gdy ktoś chce w jednym zdaniu wydać wyrok: „to wina prezydenta”. Bo prezydent – każdy, niezależnie od nazwiska – nie jest w stanie osobiście zobaczyć każdego zapadniętego chodnika, każdej dziury w jezdni osiedlowej, każdej nie działającej latarni, każdego sporu o trzy słupki i dwa miejsca postojowe.

Prezydent ma od tego aparat miasta. System. Łańcuch reakcji. I jeśli ten łańcuch nie działa, to prezydent dostaje po głowie – nawet wtedy, gdy problem wcale nie jest na szczycie, tylko na dole.

Dziś w mojej ocenie Kraków płaci rachunek za „głuchy telefon”. Ten model mógł działać kiedyś, gdy spraw było mniej, a cierpliwości więcej. Ale w 2026 roku „głuchy telefon” jest jak gra w udawanie: mieszkaniec mówi jedno, system słyszy drugie, a na końcu wychodzi trzecie – zwykle „nie da się”.

I tu dopowiem coś ważnego: ten „głuchy telefon” nie jest winą nawet urzędnika jako człowieka. Bardzo często urzędnik ma kompetencje, wykształcenie, doświadczenie i przede wszystkim odpowiedzialność – bo to on podpisuje się pod procedurą, pilnuje zgodności, rozliczeń i wydatków. Tyle że urzędnik w tym układzie bywa ostatnim ogniwem w łańcuchu, które ma „dowieźć” decyzje czy inwestycję, na które sam realnie nie ma wpływu.

Bo problem zaczyna się wyżej – u tych radnych, którzy zachowują się tak, jakby miasto było ich.

Miasto nie jest „czyjeś”. A budżet jednostki nie jest narzędziem prywatnej polityki

Powiedzmy to wprost: część radnych miasta działa w logice, która jest dla samorządu toksyczna. W logice: „ja decyduję o budżecie”, „ja wprowadzam zadania”, „ja załatwiam”, „ja rozdzielam”. I w tej logice urzędnik – z całym swoim doświadczeniem i odpowiedzialnością – staje się narzędziem do realizacji „woli politycznej”, a nie fachowcem od mądrego gospodarowania pieniędzmi publicznymi.

A potem się dziwimy, że:

  • urzędnicy boją się wychodzić przed szereg,
  • decyzje są podejmowane „pod radnego”, a nie pod mieszkańca,
  • priorytety układają się tam, gdzie jest politycznie „warto”,
  • a nie tam, gdzie jest najbardziej potrzebnie.

Dlaczego więc urzędnicy częściej „działają na rzecz radnego” niż na rzecz mieszkańców z danego okręgu?

Bo w praktyce tak właśnie wygląda ta oczywistość systemowa: radny współdecyduje o budżecie jednostki, a ta jednostka zatrudnia urzędników. Jeśli w takiej atmosferze urzędnik ma wybierać między spokojem pracy a wchodzeniem w konflikt z politycznym „dysponentem narracji”, to wielu wybierze spokój – i trudno im się dziwić.

Tyle że to jest oczywistość, która nie powinna mieć miejsca. Samorząd nie może działać jak folwark. Budżet publiczny nie może być traktowany jak narzędzie budowania poparcia. A urzędnik nie może być ustawiany w roli „wykonawcy politycznych życzeń”, kiedy jego rolą powinno być profesjonalne i transparentne wydawanie środków.

Widać poruszenie – i to może być dobry sygnał. Pytanie: czy nie za późno?

Jednocześnie widzę coś, czego dawno nie było w takiej skali: poruszenie wśród władz miasta. I powiem uczciwie – to może być dobry sygnał dla nas wszystkich. Bo jeśli nagle przyspieszają rozmowy, pojawiają się deklaracje, telefony przestają milczeć, a „nie da się” zaczyna się zamieniać w „sprawdzimy” – to znaczy, że ktoś wreszcie usłyszał, że grunt się rusza.

Tylko pytanie mieszkańców jest proste: czy nie za późno? I czy to nie są znów płonne obietnice, które już raz słyszeliśmy, kiedy emocje były wysokie, a potem wszystko wracało do starej normy?

Bo jeśli władze miasta mają dziś szukać realnego poparcia mieszkańców, to nie wygrają go hasłami w socialmediach. Wygrają je tylko tam, gdzie przez lata zaniechano rzeczy podstawowych:

  • remonty chodników – tam, gdzie są w rozsypce, i tam, gdzie ich nie ma wcale,
  • remonty uliczek osiedlowych,
  • kanalizacja tam, gdzie jej nie ma,
  • rewitalizacje podwórek – ale tam, gdzie potrzeba jest największa;
  • i wreszcie: koniec z logiką, w której buduje się parking w miejscu gdzie przed kilkoma latami rewitalizowało się podwórko.

Są w Nowej Hucie osiedla, gdzie żadne z podwórek nie doczekało się jeszcze rewitalizacji. A jeśli ktoś ma mi mówić, że „miasto inwestuje”, to ja pytam: gdzie dokładnie, w jakiej kolejności, według jakiego klucza – i czyim kosztem?

Nie mobilizują ich wielkie hasła – mobilizuje ich brak naprawy małych rzeczy

To, co dziś napędza emocje i mobilizuje ludzi do „zmian”, których w gruncie rzeczy wcale nie chcą, jest naprawdę proste: mieszkańcy nie domagają się rewolucji dla samej rewolucji. Oni domagają się normalności.

Chcą remontów i inwestycji w podstawowe potrzeby mieszkańca. Żeby dało się przejść chodnikiem bez ryzyka zwichnięcia kostki. Żeby podwórko było podwórkiem, nie poligonem zniszczonej infrastruktury. Żeby drogi osiedlowe nie były mapą łatek. Żeby pieniądz publiczny był wydawany tak, jakby był własny – bo przecież jest nasz.

Chodnik pamiętający budowniczych Nowej Huty | os. Szkolne 33

I dlatego na koniec powiem tak: zacznijmy gospodarować jak należy naszymi środkami. Nie „pod radnego”, nie „pod układ”, nie „tam, gdzie się opłaca”, tylko tam, gdzie codziennie boli.

A pytanie, które zostawiam otwarte, brzmi:
czy obecne poruszenie w mieście to początek realnego porządkowania podstaw – także w relacji radny-jednostka-urzędnik – czy tylko kolejna fala obietnic, która minie, gdy minie presja?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×