Czy program „Pasieka Kraków” powinien przejść metamorfozę?

Pszczoła – symbol, nie lekarstwo

Od kilku lat Kraków, wzorem innych miast, realizuje program „Pasieka Kraków”, mający na celu wspieranie miejskich pasiek i hodowli pszczół. Inicjatywa ta zyskała na popularności, wpisując się w modny trend ekologii. Ale czy rzeczywiście pomaga zapylaczom? Nowe badania wskazują, że intensyfikacja hodowli pszczół miodnych w miastach nie rozwiązuje problemu spadku liczby owadów zapylających – wręcz przeciwnie, może przyczyniać się do pogorszenia sytuacji dzikich gatunków.

Kiedy pszczoła staje się konkurencją

Miejskie pasieki dostarczają miodu i edukują mieszkańców, ale jednocześnie zwiększają konkurencję między pszczołami miodnymi a dzikimi zapylaczami, takimi jak trzmiele, murarki czy bzygowate. To właśnie te mniej znane owady są kluczowe dla zachowania różnorodności biologicznej, a ich populacje maleją w zastraszającym tempie. Miejskie pszczoły miodne, jako gatunek hodowlany, potrafią skutecznie wypierać inne owady, pozostawiając je bez dostępu do pożywienia.

Zielona rewolucja zamiast uli

Czy zatem Kraków powinien zrezygnować z programu „Pasieka Kraków”? Niekoniecznie. Jednak warto go przeformułować. Zamiast inwestować w kolejne miejskie ule, miasto mogłoby postawić na rozwój siedlisk dla dzikich zapylaczy. Przykładem dobrych praktyk mogą być specjalne łąki kwietne, nasadzenia rodzimych roślin – bylin, krzewów i drzew miododajnych i tworzenie naturalnych miejsc schronienia a ostatecznie znanych wszystkim hoteli dla owadów. W ramach dedykowanemu zapylaczom programu mogłyby powstać nowe strefy bioróżnorodności, w których zapylacze miałyby swobodny dostęp do pokarmu i miejsc do rozwoju.

Nowa Huta – zielona oaza dla zapylaczy?

Nowa Huta, ze swoimi rozległymi terenami zielonymi, mogłaby stać się pionierem w nowym podejściu do ochrony zapylaczy. Tereny licznych parków i skwerów osiedlowych to idealne miejsca na realizację takiego projektu. Projektu wspierającego nie tylko miejskie pszczoły miodne, ale także dzikie gatunki. Może warto zastanowić się, czy przyszłość ochrony zapylaczy nie leży w rezygnacji z uli na rzecz działań bardziej kompleksowych?

Źródło: Promocja pasiek miejskich i hodowla pszczół to nie ochrona zapylaczy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *