Jedno zdjęcie potrafi całkowicie zmienić sposób, w jaki patrzymy na otaczającą nas przestrzeń.
Dziś po gwałtownej ulewie Aleja Róż na chwilę zamieniła się w niewielkie jezioro. Trawnik zniknął pod wodą, w rozlewisku odbijało się niebo, a mieszkańcy zatrzymywali się i fotografowali widok, którego w centrum Nowej Huty raczej nikt się nie spodziewał.
Jedni zobaczyli niedoskonałość inwestycji. Ja zobaczyłem niewykorzystaną szansę. Można ją zamknąć w jednym słowie: mikroretencja.

Nowa Huta zaczęła pływać
Dzisiejsza ulewa przeszła przez Nową Hutę gwałtownie. W ciągu kilku chwil woda pojawiła się na ulicach, chodnikach, parkingach i terenach zielonych. Kanalizacja nie wszędzie była w stanie odebrać takiej ilości deszczu.
Aleja Róż również zaczęła pływać.
I oczywiście można powiedzieć: źle wykonany spadek, niewydolne odwodnienie, kolejna rzecz do poprawy. Być może częściowo będzie to prawda.
Ale można też zadać inne pytanie:
Dlaczego całą tę wodę chcemy jak najszybciej usunąć, skoro za kilka dni może być potrzebna do podlewania dokładnie tej samej zieleni?
A gdyby deszczówka została w Alei Róż?
Wyobraźmy sobie, że już na etapie projektu „Aleja Róż na nowo” powstał system zbierający wodę opadową z alei i jej najbliższego otoczenia. Niecka retencyjna. Ogród deszczowy. Podziemny zbiornik. Nawierzchnie przepuszczalne. System powolnego rozsączania wody albo wykorzystania jej do podlewania drzew, zieleńców i rabat różanych.
Wtedy dzisiejsza ulewa nie byłaby wyłącznie problemem. Byłaby darmową dostawą wody dla zieleni w samym sercu Nowej Huty.
Nie udało się.
Dziś na większe zmiany prawdopodobnie trzeba będzie poczekać do zakończenia okresu gwarancji inwestycji. Tymczasem lista rzeczy wymagających poprawy już istnieje: brak oświetlenia w środkowej części alei, uskoki przy lokalach usługowych i inne mankamenty zgłaszane przez mieszkańców.
Ale nie chodzi tylko o to, by kolejny raz wyliczać błędy.
Chodzi o to, aby z Alei Róż wyciągnąć wnioski dla całej Nowej Huty.
Mikroretencja powinna być standardem
Kraków ma już miejski program wspierający mikroretencję i wykorzystanie deszczówki, jednak potrzebny jest kolejny krok: wprowadzenie zasady, że zatrzymywanie wody opadowej analizuje się przy każdej przebudowie ulicy, placu, parkingu, chodnika czy terenu zielonego.
Mikroretencja nie może być dodatkiem, który pojawia się w projekcie tylko wtedy, gdy zostaną pieniądze. Powinna być tak samo oczywista jak chodnik, przejście dla pieszych, droga rowerowa, parking czy oświetlenie.
- Przebudowujemy ulicę? Zaplanujmy, gdzie zatrzyma się woda.
- Budujemy parking? Zastosujmy przepuszczalną nawierzchnię i pasy zieleni zbierające deszczówkę.
- Remontujemy plac? Dodajmy ogrody deszczowe lub zbiorniki retencyjne.
- Urządzamy skwer? Niech będzie przygotowany nie tylko na suszę, lecz także na gwałtowną ulewę.
Każdy metr, który betonujemy, powinien być równoważony miejscem, w którym woda może wsiąknąć, zostać zmagazynowana albo wykorzystana ponownie.
Takie podejście nie jest już wyłącznie ekologicznym postulatem. Wynika również z Planu Adaptacji Miasta Krakowa do zmian klimatu, który wskazuje potrzebę rozwoju błękitno-zielonej infrastruktury i zatrzymywania wody w mieście.

Zacznijmy więc to robić!
Dziś woda przeszkadza, jutro jej zabraknie
Współczesne miasto działa czasem w sposób paradoksalny.
Podczas ulewy robimy wszystko, aby woda jak najszybciej odpłynęła. Trafia do kanalizacji, a dalej do oczyszczalni albo do tak zwanego odbiornika, czyli na przykład rzeki. Kilka dni później przychodzi upał. Trawniki żółkną, drzewa zaczynają cierpieć, a do podlewania zieleni trzeba używać kolejnej wody – często wodociągowej, sprzętu, paliwa i pieniędzy.
Jednego dnia walczymy z jej nadmiarem.
Kilka dni później płacimy za jej brak.
To nie jest rozsądne gospodarowanie zasobami.
Niech deszcz zostanie w Nowej Hucie
Zdjęcia zalanej Alei Róż nie powinny być wyłącznie dokumentacją kolejnej ulewy. Powinny rozpocząć poważną rozmowę o tym, jak projektujemy nasze osiedla, ulice, skwery i place.
Nie chodzi o to, aby Nowa Huta zaczęła zamieniać się w Wenecję.
Chodzi o to, aby deszcz przestał być wyłącznie utrapieniem, a zaczął być traktowany jako wartość. Jako zasób potrzebny roślinom, zwierzętom i nam samym. Woda, która dziś stoi na trawniku, jutro może uratować drzewa przed suszą. Trzeba tylko pozwolić jej zostać trochę dłużej tam, gdzie spadła.
Mikroretencja nie jest ekologiczną dekoracją. To jedna z najważniejszych inwestycji w przyszłość Nowej Huty.
