Zalew Nowohucki to jedno z tych miejsc, które w świadomości mieszkańców dawno przestały mieścić się w urzędniczych rubrykach. Dla jednych to Bieńczyce, dla innych stara Nowa Huta, dla większości po prostu wspólna przestrzeń wypoczynku. Tyle że granice administracyjne są nieubłagane. W oficjalnym opisie granic Dzielnicy XVIII Nowa Huta granica z Dzielnicą XVI biegnie m.in. wzdłuż al. Solidarności i ul. Bulwarowej, a w miejskich materiałach budżetu obywatelskiego Park Zalew Nowohucki był ujmowany w części dotyczącej Dzielnicy XVI Bieńczyce. To ważne, bo pokazuje, że w praktyce miejskiej Zalew jest przypisywany właśnie tej dzielnicy.

Gdzie naprawdę leży problem?

I tu dochodzimy do sedna problemu. Mieszkańcy Dzielnicy XVIII bardzo często korzystają z tego miejsca, bo mają po prostu blisko. Ale gdy przychodzi do formalnych decyzji, uchwał i lokalnych priorytetów, pierwszeństwo ma ten gospodarz, któremu teren przypisano administracyjnie. To zaś oznacza, że naturalne oczekiwania mieszkańców Nowej Huty nie zawsze pokrywają się z logiką działania Dzielnicy XVI.

Co pokazały uchwały Dzielnicy XVI Bieńczyce?

W przejrzanych przeze mnie uchwałach Rady Dzielnicy XVI znalazłem dwa bardzo ważne dokumenty z 2019 roku. Po pierwsze, Rada Dzielnicy XVI negatywnie zaopiniowała zadanie publiczne w ramach inicjatywy lokalnej pod nazwą „Wybieg dla psów – Psi zakątek w Bieńczycach”. Po drugie, tego samego dnia zawnioskowała do Prezydenta Miasta Krakowa i Rady Miasta Krakowa o przeprowadzenie konsultacji społecznych dotyczących lokalizacji psiego wybiegu na terenie Dzielnicy XVI. Uzasadnienie w obu przypadkach było praktycznie identyczne: pojawiły się wątpliwości radnych i mieszkańców co do lokalizacji, więc przed decyzją uznano konsultacje za konieczne. Nie natrafiłem natomiast na uchwałę Dzielnicy XVI, która dotyczyłaby wprost powiększenia strefy dla psów przy samym Zalewie Nowohuckim.

To bardzo dużo mówi. Dzielnica XVI nie mówiła: „nie chcemy wybiegu dla psów”. Ona mówiła raczej: „chcemy go, ale najpierw ustalmy gdzie”. A skoro tak, to pytanie o miejsce stawało się ważniejsze niż samo pytanie o potrzebę.

Dlaczego wybieg był kierowany raczej w głąb Bieńczyc?

Jeszcze ciekawsze są materiały z kolejnych edycji budżetu obywatelskiego. W oficjalnych wykazach projektów dla Dzielnicy XVI pojawia się zadanie „Bieńczycki WYBIEG dla PSÓW – enklawa do zabawy i ruchu”, wskazujące lokalizację przy al. gen. Władysława Andersa. Taki projekt był widoczny zarówno w materiałach dotyczących roku 2024, jak i 2025. W 2025 zdobył 987 punktów, co pokazuje, że nie był to pomysł marginalny, tylko realna potrzeba zauważana przez mieszkańców Bieńczyc. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć: to nie jest dowód na formalną decyzję Zarządu Dzielnicy XVI, że „zamiast Zalewu wybieramy Andersa”. To jest dowód na coś innego – że nacisk społeczny i lokalna wyobraźnia o potrzebnym wybiegu koncentrowały się raczej w głębi dzielnicy, bliżej zwartej zabudowy mieszkaniowej.

I szczerze mówiąc, trudno się temu dziwić. Tam, gdzie jest więcej bloków, więcej codziennych spacerów „na szybko”, więcej psów i mniej naturalnej przestrzeni, tam potrzeba bezpiecznego wybiegu jest najbardziej odczuwalna. Z punktu widzenia Dzielnicy XVI to logika całkiem zrozumiała.

Ale ta logika nie rozwiązuje problemu Zalewu.

Co na to Zarząd Zieleni Miejskiej?

Bo Zarząd Zieleni Miejskiej też już kiedyś tłumaczył, o co chodzi. W odpowiedzi z maja 2019 roku na interpelację radnej Niny Gabryś dotyczącą stworzenia wybiegu dla psów w okolicy Zalewu Nowohuckiego wskazano, że ZZM nie planuje budowy tego typu obiektu na terenie Nowej Huty. Jednocześnie wyjaśniono, że dokumentacja projektowa rewitalizacji obszaru Zalewu Nowohuckiego uwzględnia lokalizację urządzeń dedykowanych czworonogom, ale planowane zagospodarowanie nie spełnia normatywnych wymogów stawianych wybiegom dla psów. To zdanie jest kluczowe. Ono właściwie tłumaczy, dlaczego nad Zalewem powstało coś „dla psów”, ale nie pełnoprawny wybieg.

I rzeczywiście – obecna oficjalna informacja miejska nie mówi o klasycznym, ogrodzonym wybiegu, tylko o „strefie dla psów (Zalew Nowohucki)”. W opisie wprost zaznaczono, że są tam przeszkody do ćwiczeń, miejsce jest dostępne całą dobę – dziś teren ogrodzony. To nie detal. To istota sprawy. Miasto samo pokazuje dziś, że nad Zalewem funkcjonuje raczej psia strefa rekreacyjna niż wybieg w pełnym znaczeniu tego słowa.

Co pokazały konsultacje społeczne?

Co więcej, konsultacje społeczne prowadzone przez ZZM w 2023 i 2024 roku potwierdziły, że temat nie zniknął. W raporcie z konsultacji czytamy, że mieszkańcy Dzielnicy XVI, wskazując nowe lokalizacje, najczęściej wymieniali Planty Bieńczyckie, okolice ul. Porucznika Szczeklika, okolice Ronda Hipokratesa czy Stawu Kaczeńcowego. Z kolei w Dzielnicy XVIII wskazywano okolice Wiśniowego Sadu – tu tylko przypominam, że Zalew Nowohucki nie jest tej dzielnicy… i nie mogli go wskazywać. To pokazuje, że kiedy rozmawiano o nowych wybiegach, obie dzielnice patrzyły przede wszystkim na własne mieszkaniowe zaplecze, a nie na Zalew jako wspólny teren pogranicza.

A jednocześnie ten sam raport mówi coś bardzo ważnego dla zwolenników zmian nad Zalewem: w analizie istniejących obiektów Zalew Nowohucki znalazł się wśród czterech lokalizacji najczęściej wskazywanych przez mieszkańców jako wymagające remontu, modernizacji albo uzupełnienia. Wśród najczęściej powtarzanych potrzeb pojawiły się: większa liczba ławek i koszy, odwodnienie, oświetlenie, naprawa ogrodzenia i wykonanie śluz, a także powiększenie wybiegu. Nie da się więc uczciwie powiedzieć, że temat nie istnieje. On istnieje bardzo wyraźnie.

Dlaczego sama potrzeba jeszcze nie wystarcza?

Tylko że ZZM pokazuje też drugą stronę medalu. W materiałach konsultacyjnych podano, że pełnowymiarowy wybieg powinien mieć minimum 0,2 ha powierzchni, odpowiednie ogrodzenie, podwójne bramki, podmurówkę i właściwe warunki terenowe. Jednocześnie przy wyborze lokalizacji trzeba brać pod uwagę własność działki, odległość od zabudowy, zapisy miejscowych planów, uzgodnienia z jednostkami miejskimi, a czasem także ochronę konserwatorską. Sam raport z konsultacji mówi też wprost, że budowa wybiegu to proces inwestycyjny wymagający zabezpieczenia środków w budżecie miasta i Wieloletniej Prognozie Finansowej.

Czyli mówiąc po ludzku: nawet jeśli mieszkańcy mają rację, samo „to powinno być zrobione” nie wystarcza. Potrzebne są pieniądze, teren, zgodność z planem, projekt i polityczna decyzja.

Gdzie pojawia się największa rozbieżność?

I właśnie tutaj zaczyna się mój felietonowy niepokój.

Bo jestem w stanie zrozumieć Dzielnicę XVI. Jeśli mieszkańcy Bieńczyc naciskają na wybieg bliżej bloków, przy Andersa, przy Plantach, w miejscu codziennego życia – to jest racjonalne. Naprawdę jest. Nie mam problemu z tym, że Bieńczyce chcą działać tam, gdzie potrzeba jest największa z ich punktu widzenia.

Ale równocześnie nie sposób nie zapytać: co z mieszkańcami Dzielnicy XVIII? Co z tymi wszystkimi, którzy przychodzą nad Zalew z psami właśnie dlatego, że to dla nich najbliższa, najważniejsza przestrzeń spacerowa? Co z przyjezdnymi z innych części Nowej Huty, dla których Zalew jest naturalnym miejscem wypoczynku z czworonogiem?

Czy to nadal tylko sprawa dzielnic?

Tu właśnie widać słabość dzielnicowej geografii. Teren ważny dla mieszkańców XVIII leży po stronie XVI. Dzielnica XVI ma własne, zrozumiałe racje i własne lokalne priorytety. A mieszkańcy korzystający z Zalewu zostają trochę pomiędzy. Niby temat jest publiczny, niby potrzeba jest widoczna, niby w konsultacjach wybrzmiewa, ale ciężar decyzji rozchodzi się po instytucjach, dzielnicach i procedurach.

Dlatego mam wrażenie, że to nie jest już sprawa wyłącznie dla radnych dzielnicowych. To jest temat dla miasta i radnych miejskich. Bo skoro Zalew Nowohucki pełni funkcję ponadlokalną, skoro korzystają z niego nie tylko mieszkańcy jednej administracyjnej dzielnicy, skoro sam ZZM widzi, że to jedno z miejsc najczęściej wskazywanych do modernizacji – to może właśnie tu potrzeba miejskiego spojrzenia ponad granicami dzielnic.

Nie po to, by komukolwiek coś odbierać. Nie po to, by mówić Bieńczycom, gdzie mają mieć swój wybieg. Ale po to, by wreszcie odpowiedzieć na proste pytanie: czy nad jednym z najważniejszych terenów rekreacyjnych tej części Krakowa naprawdę wystarczy nam „strefa”, skoro mieszkańcy od lat sygnalizują, że chcą czegoś więcej?

Pytanie, które wciąż pozostaje otwarte

Bo może dziś największym problemem nie jest to, że ktoś jest przeciw. Może największym problemem jest to, że każdy ma trochę racji – a przez to sprawa stoi w miejscu.

By Marcin Pawlik

Nowohucianin, Radny Dzielnicy XVIII Nowa Huta

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×