Symbioza jest świetna. Tylko że dla Nowej Huty jest po prostu za daleko

Są w Krakowie pomysły, które nie biorą się z kaprysu, tylko z bardzo prostego doświadczenia mieszkańców. Tak właśnie jest z Symbiozą. To naprawdę świetny ośrodek. Miejski, potrzebny, nowoczesny, mądry programowo. Problem nie leży w jakości. Problem leży w geografii.

Centrum Edukacji Ekologicznej „Symbioza” działa przy al. Żubrowej 15 w Lesie Wolskim, a samo miasto podkreśla, że to jednostka Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie. Program Symbiozy jest ściśle związany z lasem: zajęcia i spacery odbywają się właśnie w Lesie Wolskim, tak aby uczestnicy mogli zanurzyć się bezpośrednio w leśnej przyrodzie. Dojazd także pokazuje charakter tego miejsca: oficjalnie polecana trasa komunikacją miejską prowadzi autobusem 134 do rejonu ZOO, a dalej pieszo Aleją Żubrową.

I wszystko to ma sens. Symbioza jest leśna, bo wyrasta z lasu. Jest opowieścią o biocenozie leśnej, o obserwacji przyrody, o zanurzeniu w środowisku, które samo jest salą lekcyjną. Właśnie dlatego ten projekt działa. Nie jest sztuczny. Jest osadzony w miejscu.

Tyle że z perspektywy Nowej Huty to wciąż wyprawa na drugi koniec miasta. Nie taka, na którą wpada się spontanicznie po szkole, po pracy czy w ramach sąsiedzkiego spaceru. Nie taka, która naturalnie wchodzi w rytm codziennego życia osiedli położonych na wschodzie Krakowa. I dlatego wielu mieszkańców Nowej Huty wie, że Symbioza jest świetna, ale rzadziej z niej korzysta, niż by chciało.

Miasto samo mówi jasno: edukacja klimatyczna i ekologiczna to nie dodatek, tylko ważna polityka miejska

Ta idea nie jest żadną fanaberią. Kraków sam od lat pokazuje w dokumentach i działaniach, że edukacja ekologiczna oraz klimatyczna to ważny element polityki miasta. W miejskim planie działań na rzecz zrównoważonej energii i klimatu, czyli SECAP, wpisano wprost działanie AD05 „Centrum Edukacji Ekologicznej Symbioza”, a jako korzyści społeczne wskazano przystosowanie do postępujących zmian klimatycznych oraz zwiększenie ekologicznej świadomości mieszkańców. W tym samym dokumencie osobno wskazano także działanie „Edukacja ekologiczna i klimatyczna”.

To nie są puste hasła. W projekcie wieloletniej prognozy finansowej Krakowa widnieje odrębne przedsięwzięcie „Edukacja ekologiczna i klimatyczna” prowadzone przez Wydział Środowiska, Klimatu i Powietrza na lata 2023–2029. Miasto prowadzi też edukację klimatyczną mieszkańców pod hasłem „Kraków w dobrym klimacie”.

Skoro więc Kraków uznaje edukację klimatyczną za inwestycję w przyszłość, to powinien również postawić pytanie o jej dostępność terytorialną. Bo edukacja ekologiczna nie działa dobrze wtedy, gdy jest tylko „gdzieś w mieście”. Działa najlepiej wtedy, gdy jest blisko ludzi.

Skoro las ma swoją Symbiozę, to dolina rzeczna też może mieć swoją

I tu właśnie zaczyna się Nowa Huta. Bo jeśli zachodnia część Krakowa ma Symbiozę leśną, to wschodnia część miasta aż prosi się o Symbiozę rzeczną. Nie kopię. Nie filię zrobioną na siłę. Tylko oddział z własnym charakterem, zakorzeniony w środowisku wodnym i dolinie rzecznej.

Kraków sam coraz wyraźniej podkreśla, jak ważne są doliny rzeczne. W tegorocznej zapowiedzi cyklu „ParkoBut w zieleni” miasto napisało wprost, że rzeki i ich otoczenie stanowią naturalne korytarze ekologiczne, a parki rzeczne pełnią kilka ról jednocześnie: przyrodniczą, klimatyczną, rekreacyjną i edukacyjną. Miasto wskazuje też, że tereny zieleni położone wzdłuż cieków wodnych są sukcesywnie włączane do systemu parków rzecznych.

Co więcej, w oficjalnych odpowiedziach miejskich dotyczących Bieńczyc zapisano, że park rzeczny Dłubnia jest wpisany zarówno do strategii „Kierunki rozwoju i zarządzania terenami zieleni w Krakowie na lata 2019–2030”, jak i do miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, a Zarząd Zieleni Miejskiej bierze udział jako ciało doradcze w pracach dotyczących projektu renaturyzacji Dłubni prowadzonego przez Wody Polskie. Miasto prowadzi też wykupy i zamiany gruntów potrzebnych pod ten park.

A zatem: skoro Kraków uznaje Dłubnię za ważny zielono-błękitny korytarz, planuje park rzeczny i pracuje nad renaturyzacją, to stworzenie właśnie tutaj oddziału edukacji ekologicznej nie byłoby pomysłem z księżyca. Byłoby logicznym rozwinięciem już przyjętego kierunku.

Dłubnia daje temat, którego Kraków dziś bardzo potrzebuje

Największa siła tego pomysłu polega na tym, że Nowa Huta nie musiałaby udawać Lasu Wolskiego. Przeciwnie. Mogłaby opowiedzieć własną historię.

Bo Dłubnia to nie tylko rzeka. To opowieść o wodzie w mieście, o dolinie rzecznej, o bioróżnorodności, o retencji, o zanieczyszczeniach, o renaturyzacji, o bezpieczeństwie powodziowym, o relacji człowieka z rzeką dawniej i dziś. To także opowieść o młynówkach, pracy, gospodarce, krajobrazie i o tym, jak człowiek przez wieki korzystał z wody, a dziś musi się na nowo nauczyć z nią współistnieć.

I właśnie dlatego oddział Symbiozy nad Dłubnią mógłby być czymś naprawdę wyjątkowym. Nie kolejną salą warsztatową. Nie kolejnym budynkiem z planszami. Ale miejscem, gdzie da się połączyć edukację przyrodniczą, klimatyczną, historyczną i społeczną. Miejscem, w którym dzieci ze szkół mogłyby poznawać rzekę nie z podręcznika, tylko w terenie. Miejscem, gdzie można mówić o mokradłach, ptakach, łęgach, jakości wody, zmianach klimatu, ale też o dawnym młynarstwie i życiu człowieka nad rzeką.

Dawny młyn między Bieńczycami a Krzesławicami to temat, którego nie wolno przeoczyć

Ta idea ma jeszcze jeden mocny atut: może dostać bardzo konkretne zakorzenienie przestrzenne. Bo istnieje jeszcze jeden młyn – zapomniany ale z numerem, na działce należącej do miasta i zarządzanej przez ZZM. Są fundamenty, jest przestrzeń.

Symbioza w Nowej Hucie? Kraków potrzebuje oddziału edukacji ekologicznej nad Dłubnią
Zapomniany młyn na Anielówce pomiędzy Bieńczycami a Krzesławicami

To ważne nie tylko dlatego, że taki obiekt istnieje w miejskich dokumentach. Ważne jest również to, że tradycja młynarska nad Dłubnią w tej części Krakowa ma znacznie głębsze korzenie. Oficjalna strona Dzielnicy XVI przypomina, że w Bieńczycach już w 1391 roku wzmiankowano młyn nad Dłubnią, a w 1449 roku drugi młyn nad młynówką.

Czy właśnie tam powinien powstać oddział Symbiozy? To wymaga oczywiście osobnych analiz: technicznych, własnościowych, konserwatorskich i funkcjonalnych. Ale samo pytanie jest jak najbardziej zasadne. Bo skoro miasto ma w tym rejonie realny temat, realną historię i realny kontekst przyrodniczy, to naprawdę warto ten wątek podnieść, zanim znów uznamy, że „to się kiedyś zobaczy”.

To nie byłby luksus. To byłaby dostępność

Najlepsze w tym pomyśle jest to, że on nie odrywa się od codzienności mieszkańców. Przeciwnie. On ją rozumie.

Nowa Huta potrzebuje miejsc, do których można dojść pieszo, dojechać rowerem, podprowadzić szkolną grupę bez planowania pół dnia logistyki. Potrzebuje edukacji, która nie zaczyna się od słów: „zbiórka o siódmej rano, bo jedziemy na drugi koniec Krakowa”. Potrzebuje miejsc osadzonych lokalnie, ale pomyślanych ambitnie.

Oddział Symbiozy nad Dłubnią mógłby służyć szkołom, przedszkolom, rodzinom, seniorom, organizacjom społecznym i wszystkim tym, którzy chcą uczyć się miasta poprzez przyrodę. Mógłby być bazą dla spacerów, zajęć terenowych, warsztatów klimatycznych, działań nad rzeką, obserwacji przyrody, programów sąsiedzkich i projektów obywatelskich. Mógłby wreszcie budować lokalną tożsamość w sposób, którego bardzo dziś potrzebujemy: nie przez hasła, tylko przez kontakt z miejscem.

Kraków ma tu szansę zrobić coś naprawdę nowego

Właśnie dlatego uważam, że temat powinien zostać poważnie podjęty przez miasto. Nie po to, żeby kopiować gotowy model jeden do jednego. Tylko po to, żeby zrobić coś nowego i jeszcze lepiej dopasowanego do wschodniego Krakowa.

Leśna Symbioza w Lesie Wolskim ma sens, bo wyrasta z lasu. Wodna Symbioza nad Dłubnią miałaby sens, bo wyrastałaby z rzeki, doliny rzecznej i historii człowieka nad wodą. Jedna opowiadałaby o lesie. Druga o wodzie. Razem tworzyłyby sieć miejskiej edukacji ekologicznej, która naprawdę obejmuje całe miasto, a nie tylko jego wygodniejszą część.

I właśnie dlatego warto ten temat podnieść już dziś. Bo jeśli Kraków poważnie traktuje edukację klimatyczną, parki rzeczne, renaturyzację rzek i równy dostęp mieszkańców do dobrej oferty miejskiej, to oddział Symbiozy w Nowej Hucie nie jest żadną ekstrawagancją. Jest po prostu logicznym następnym krokiem.

Symbioza w Nowej Hucie? Kraków potrzebuje oddziału edukacji ekologicznej nad Dłubnią
Projekt uchwały Rady Dzielnicy XVIII Nowa Huta

By Marcin Pawlik

Nowohucianin, Radny Dzielnicy XVIII Nowa Huta

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×