Nie lubię opowieści, że „mieszkańcy niczym się nie interesują”. Ten raport pokazuje coś dokładnie odwrotnego. Konsultacje trwały od 3 do 28 listopada 2025 roku, a ich przedmiotem była aktualizacja miejnego dokumentu o zieleni do 2050 roku. W całym procesie ZZM zebrał 371 geoankiet, przeprowadził cztery warsztaty, dyżury eksperckie i telefoniczne, a potem rozpatrzył 348 uwag, z czego 172 uwzględniono w całości, a 87 częściowo. To nie jest dekoracja do urzędniczej półki. To jest konkretna baza decyzji.

Z perspektywy Nowej Huty ważne jest jedno: nasz głos był wyraźny. Na warsztacie nowohuckim 20 listopada 2025 r. pojawiło się 17 osób, w większości mieszkanek i mieszkańców Dzielnicy XVIII. W samej geoankiecie 21 respondentów wskazało, że mieszka właśnie w Dzielnicy XVIII Nowa Huta, a w zestawieniu lokalnych uwag z warsztatów dla jednostki ewidencyjnej Nowa Huta zapisano 23 odrębne pomysły i postulaty.

I tu zaczyna się rzecz najciekawsza. Bo gdy zbierze się te wszystkie nowohuckie głosy do kupy, wychodzi z nich nie przypadkowy zestaw życzeń, ale bardzo spójna wizja. Nowa Huta nie prosiła o „byle zieleń”. Prosiła o zieleń sensowną: naturalną, powiązaną w system, zakorzenioną w historii miejsca i odporną na bylejakość. To zresztą świetnie współgra z ogólnymi wnioskami raportu, w którym mocno wybrzmiały: odbetonowywanie miasta, rozwój zielonych korytarzy, większa otwartość na tereny dzikie i naturalne oraz traktowanie zieleni jako narzędzia adaptacji do zmian klimatu.

Dłubnia, mokradła i naturalna zieleń w Nowej Hucie

Jeśli ktoś jeszcze uważa, że mieszkańcy chcą wyłącznie przystrzyżonego trawnika i kilku ławek, to powinien zajrzeć do nowohuckich uwag. W geoankiecie wśród planowanych dużych parków na obszarze Nowej Huty najwyżej wskazano Park przy ul. Cichociemnych AK, ale zaraz za nim znalazł się Park Leśny Dłubnia z 62 głosami, a trzecie miejsce zajęły Błonia 2.0 z 39 głosami. To już samo w sobie pokazuje, że silna jest potrzeba dużych, oddechowych przestrzeni zieleni.

Zieleń w Nowej Hucie i wyniki konsultacji mieszkańców dotyczących przyszłości dzielnicy

Jeszcze mocniej widać to w postulatach warsztatowych. W Nowej Hucie zgłoszono ochronę i odtworzenie mokradeł u ujscia Dłubni. Miasto uwzględniło ten postulat częściowo, wskazując, że koncepcja zazieleniania przewiduje renaturyzację rzek i małych cieków, a dodatkowo przypomniało, że na zlecenie Wód Polskich powstaje dokumentacja dotycząca renaturyzacji i poprawy warunków geomorfologicznych Dłubni. Jednocześnie zapisano, że przeanalizowana będzie możliwość poszerzenia parku rzecznego Dłubni właśnie w tym miejscu. To nie jest detal. To jest bardzo poważny sygnał kierunkowy.

Do tego dochodzi Las w Pleszowie, który trafił do zestawienia jedenastu najczęściej wskazywanych nowych terenów zieleni w całym mieście. Co ważne, przy tym wskazaniu dominowała nie wizja „parku atrakcji”, ale raczej teren wymagający rekultywacji i uporządkowania, z silnym rysem ekologiczno-krajobrazowym. To znowu mówi wiele o nowohuckim myśleniu: bardziej przywracanie wartości przyrodniczej niż produkcja efektownej dekoracji.

Zieleń w Nowej Hucie i wyniki konsultacji mieszkańców dotyczących przyszłości dzielnicy

Kopiec Wandy: zieleń, historia i dostępność

Drugim wielkim nowohuckim blokiem jest Kopiec Wandy i jego otoczenie. I tu mieszkańcy byli konsekwentni. W warsztatach zgłoszono poprawę dostępności Kopca Wandy, rewitalizację i remont samego kopca oraz ideę Parku Historycznego łączącego Kopiec Wandy z Fortem Mogiła. Miasto uwzględniło poprawę dostępności, potwierdziło środki na opracowanie dokumentacji rewitalizacji Kopca Wandy w budżecie na 2026 rok, a sam pomysł połączenia Kopca, Fortu Mogiła i zieleni między nimi uznało częściowo, wpisując do bazy przestrzennej wytyczną integracji tych terenów jako jednego kompleksu zieleni.

Ciekawy jest też wątek z dyżurów konsultacyjnych. Tam pojawił się postulat „Kopiec Wandy jako park”. Miasto odpowiedziało, że kopce nie mają statusu parku miejskiego, ale w koncepcji zazieleniania zostały potraktowane jako osobna kategoria zieleni publicznej – „tereny kopców krakowskich” oznaczone symbolem ZK. To ważne, bo pokazuje, że nawet gdy urząd nie przyjmuje postulatu literalnie, to jednak uznaje wagę miejsca i wpisuje dla niego osobny kierunek działań.

Kościelniki, Potok Kościelnicki i zielone korytarze

Nowa Huta wyraźnie upomniała się też o swoją bardziej wiejską, wschodnią i rozproszoną część. W warsztatach zgłoszono utworzenie lub renowację ścieżki wzdłuż Potoku Kościelnickiego oraz połączenie terenów zieleni w Kościelnikach. Miasto te uwagi uwzględniło, wskazując planowany park rzeczny wzdłuż Potoku Kościelnickiego wraz z zielonym korytarzem, a także zapisując, że tereny zieleni w Kościelnikach zostały połączone poprzez zielone korytarze i tereny zieleni linearnej, przede wszystkim właśnie wzdłuż Potoku Kościelnickiego. Zastrzeżono jednocześnie, że wcześniej trzeba będzie pozyskać część nieruchomości. To jest uczciwa odpowiedź: tak, ale z realiami własnościowymi na stole.

Ten fragment raportu jest moim zdaniem bardzo nowohucki. Bo pokazuje, że mieszkańcy nie myślą o zieleni jako o pojedynczych wyspach. Myślą systemowo: jak połączyć tereny, jak dojść, jak przejść, jak stworzyć ciągłość. I właśnie dlatego tak mocno pasuje tu ogólny wniosek raportu o zielonym „krwioobiegu” miasta – systemie parków, skwerów i terenów zieleni nieurządzonej połączonych zielonymi korytarzami.

Łąki Nowohuckie i Park Szwedzki – czyli nie tylko tworzyć, ale też naprawiać

Nowa Huta nie mówiła wyłącznie: „zakładajcie nowe”. Mówiła też: „zadbajcie o to, co już jest”. W geoankiecie Użytek ekologiczny Łąki Nowohuckie znalazł się wśród najczęściej wskazywanych terenów do modernizacji. Mieszkańcy wpisywali tam potrzeby bardzo konkretne: toaleta publiczna, kosze na śmieci, drzewa, poprawa dostępności, remont alejek, wymiana i dostawienie ławek, a także remont istniejącego placu zabaw. Można się spierać o część szczegółów, ale kierunek jest jasny: zachować wartość miejsca, ale uporządkować jego codzienne użytkowanie.

Podobnie z Parkiem Szwedzkim. Warsztaty nowohuckie zgłosiły potrzebę nowego pomysłu i nowej funkcji dla tego miejsca. Miasto uwzględniło ten postulat, zapisując wytyczną dla nowego konceptu zagospodarowania, przy jednoczesnym wskazaniu, że dziś to teren, przez który mieszkańcy głównie przechodzą, bo jego obecne urządzenie jest po prostu zbyt ubogie. To jedno zdanie mówi więcej niż niejedna diagnoza urbanistyczna.

Nawet gdy Nowa Huta mówi o betonie, to po to, żeby było go mniej

Ważny jest też wątek odbetonowania. W warsztatach zgłoszono odbetonowanie przestrzeni chodnikowych na skrzyżowaniach ulic i na al. Róż. Postulat uwzględniono częściowo: koncepcja przewiduje wprowadzanie zieleni w pasach drogowych, a sama uwaga ma zostać przekazana do ZDMK. Dodatkowo miasto wskazało projekt „Zielone ulice”, polegający na usuwaniu zbędnych utwardzonych nawierzchni i zastępowaniu ich zielenią, także drzewami, dla poprawy retencji i mikroklimatu.

I nawet tam, gdzie pojawił się temat miejsc postojowych przy parkach w rolniczej części Nowej Huty, nie był to głos przeciw zieleni. Raczej głos o dostępności. Miasto wprost przyznało, że we wschodniej części Krakowa, przy słabiej rozwiniętej komunikacji publicznej i rozproszonym osadnictwie, większe tereny zieleni powinny być wyposażane także w miejsca postojowe obsługujące ich użytkowników. To nie jest sprzeczność z zieloną polityką. To jest próba dopasowania jej do realiów Nowej Huty.

W tej sprawie Nowa Huta mówi zaskakująco jednym głosem

Po przeczytaniu raportu i załączników mam jedno mocne wrażenie: w sprawie zieleni Nowa Huta jest zadziwiająco zgodna. Nie chodzi o zgodność co do każdego słupka, ławki i kosza. Chodzi o kierunek. Chcemy zieleni większej, mądrzej połączonej, bardziej naturalnej, mniej zabetonowanej, mocniej związanej z historią miejsca i z codziennym życiem mieszkańców. Dłubnia, Kopiec Wandy, Fort Mogiła, Potok Kościelnicki, Kościelniki, Łąki Nowohuckie, Park Szwedzki – to nie są przypadkowe pinezki na mapie. To jest opowieść o tym, jak mieszkańcy widzą przyszłość swojej dzielnicy.

Nie bez znaczenia jest też to, że w załączniku dotyczącym uwag korespondencyjnych zapisano wprost, iż nie wpłynęły tą drogą uwagi dotyczące konkretnych lokalizacji w jednostce ewidencyjnej Nowa Huta. Ktoś mógłby powiedzieć: „małe zaangażowanie”. Ja powiedziałbym inaczej: nowohucki ślad jest przede wszystkim w warsztacie, w rozmowie, w mapie, w konkretnym wskazaniu miejsca. Mniej w urzędowym piśmie, bardziej w realnym uczestnictwie.

I właśnie po to są konsultacje

Byłem na tych konsultacjach i aktywnie w nich uczestniczyłem, bo właśnie po to są konsultacje: żeby mieć swój mały udział w tym, co nas czeka w przyszłości. Nie po to, by potem narzekać, że ktoś coś zrobił bez nas, ale po to, by wcześniej powiedzieć: tędy tak, a tędy nie. Zieleń w Nowej Hucie była mi bliska, jest mi bliska i będzie mi bliska. Po lekturze całego raportu widzę jeszcze wyraźniej, że w Nowej Hucie nie trzeba mieszkańców przekonywać, że zieleń jest ważna. Tu to po prostu wiadomo.

Zieleń w Nowej Hucie już się rysuje

A skoro wiadomo, to teraz pora na drugi krok. Nie tylko słuchać Nowej Huty, ale konsekwentnie zamieniać te wskazania w projekty, wykupy, dokumentacje, remonty, nasadzenia i zielone połączenia. Bo konsultacje są ważne. Ale dopiero ich realizacja decyduje, czy były czymś więcej niż dobrze zredagowanym PDF-em.


Źródło: Raport z konsultacji społecznych „Jaka przyszłość krakowskiej zieleni?”

By Marcin Pawlik

Nowohucianin, Radny Dzielnicy XVIII Nowa Huta

One thought on “Takiej zieleni chce Nowa Huta. Wyniki konsultacji”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×