Kraków ogłosił powołanie stałego komitetu sterującego ds. współpracy miasta ze spółdzielniami mieszkaniowymi i zarządcami nieruchomości wielorodzinnych. Ma on mieć charakter opiniodawczo-doradczy, diagnozować najważniejsze problemy związane z funkcjonowaniem zasobów spółdzielczych i wspólnot, szczególnie w miejscach stanowiących wspólną przestrzeń, a także wspierać działania dotyczące bezpieczeństwa, ładu przestrzennego i ochrony środowiska. W ramach komitetu mają działać także wyspecjalizowane zespoły problemowe.

Na papierze brzmi to rozsądnie. I powiem wprost: brzmi też potrzebnie. Bo jeśli jest w Krakowie miejsce, w którym problemy „na styku” miasta, wspólnot, spółdzielni, zarządców i mieszkańców widać jak na dłoni, to jest nim właśnie Nowa Huta.

Nie mówimy przecież o abstrakcji. Mówimy o codzienności. O bramie, przez którą przechodzą wszyscy, ale kiedy trzeba ją wyremontować, nagle zaczyna się festiwal odpowiedzi: to nie nasze, to wspólnoty, to miasta, to zarządcy, to trzeba ustalić. Mówimy o przejściach, podcieniach, drogach osiedlowych, chodnikach, placach, dojściach do szkół, przedszkoli, przychodni i sklepów. O miejscach, które są używane publicznie, choć formalnie bywają już półprywatne, wspólnotowe albo spółdzielcze.

I właśnie dlatego ten temat w Nowej Hucie nie jest dodatkiem do debaty. On jest jej sednem.

Nowa Huta nie potrzebuje ładnych słów. Potrzebuje porządku

Miasto podkreśla, że w Krakowie działa ponad 100 spółdzielni, a w ich zasobach mieszka ponad 350 tys. osób, czyli niemal połowa mieszkańców miasta. To pokazuje skalę wpływu takich decyzji na codzienne życie. Nie są to więc sprawy „techniczne”. To są sprawy społeczne, osiedlowe i bardzo życiowe.

Dzielnica XVIII Nowa Huta ma zresztą narzędzia, by takie sprawy wskazywać i opiniować. Statuty dzielnic przewidują m.in. działania w zakresie miejskiej infrastruktury drogowej, bezpieczeństwa, wspierania zdrowia, współpracy z organizacjami oraz komunikacji z mieszkańcami, a sama dzielnica działa w ramach osobowości prawnej miasta, nie posiadając własnej osobowości prawnej. To oznacza, że może być ważnym głosem i inicjatorem, ale bez realnej współpracy z miastem, spółdzielniami i zarządcami wiele spraw nadal będzie stało w miejscu.

I tu dochodzimy do sedna: Nowa Huta od lat pokazuje, że największym problemem nie zawsze jest brak pieniędzy. Często większym problemem jest brak jasnej odpowiedzi na pytanie: kto za to odpowiada i kto ma to wreszcie zrobić?

Przestrzeń wspólna, z której korzystają wszyscy, ale odpowiadać chce niewielu

W Nowej Hucie takich miejsc nie brakuje. Wystarczy spojrzeć na temat bram przejściowych, podcieni i dojść, z których korzystają mieszkańcy, rodzice z dziećmi, seniorzy, osoby z niepełnosprawnościami, przechodnie, klienci lokalnych punktów i zwykli sąsiedzi. Gdy wszystko działa – temat nie istnieje. Gdy pojawia się potrzeba remontu – zaczyna się przepychanie kompetencji.

I właśnie dlatego uważam, że jeśli nowy komitet ma mieć sens, powinien zacząć od inwentaryzacji takich miejsc w dzielnicach takich jak Nowa Huta. Nie od ogólnej rozmowy o współpracy. Od konkretu. Od mapy punktów zapalnych. Od wskazania: to jest miejsce publicznie używane, to jest jego stan, to jest właściciel, to jest zarządca, to jest możliwy model współpracy.

Bo mieszkaniec naprawdę nie powinien być zmuszany do studiowania granicy między „codziennym używaniem” a „formalnym zarządzaniem”, żeby przejść bezpiecznie przez własne osiedle.

Dostępność, o której wciąż mówi się za mało

Nowa Huta starzeje się razem ze swoimi mieszkańcami. I to nie jest zarzut wobec osiedla. To jest fakt, z którym trzeba umieć pracować.

Dla wielu osób problemem nie jest już tylko brak miejsca postojowego czy zły stan chodnika. Problemem stają się schody, wysokie wejścia, niewygodne dojścia, źle zaprojektowane ciągi piesze, brak ławek, brak odpoczynku po drodze, zbyt ciemne przejścia, zbyt dalekie dojście do usług. W starych osiedlach te drobne rzeczy nie są drobne. One decydują o tym, czy ktoś wychodzi z domu samodzielnie, czy zaczyna być od tego miejsca odcinany.

I pytanie brzmi: czy nowy miejski komitet będzie umiał zobaczyć te „małe” problemy, które dla mieszkańca są wielkie?

Czystość, odpady, zieleń i estetyka osiedli

Miasto wprost wskazuje, że współpraca ma dotyczyć także gospodarki odpadami, utrzymania czystości i ochrony środowiska. Bardzo dobrze. Bo w Nowej Hucie to nie są dodatki do życia osiedla. To jest jakość życia sama w sobie.

Źle ustawiona altana lub jej brak (!), przeciążony punkt gromadzenia odpadów, zaniedbane dojście, nieczytelna przestrzeń, wydeptane przedepty, zabetonowane fragmenty podwórek bez cienia i bez retencji – to wszystko składa się na obraz miejsca, które albo działa dla ludzi, albo ich zwyczajnie męczy.

A Nowa Huta zasługuje na coś więcej niż trwanie w stanie „jakoś to jest”.

Czy to dobry kierunek? Tak. Ale tylko pod jednym warunkiem

Tak, to może być dobry kierunek. Ale tylko wtedy, gdy nie skończy się na jednym zdjęciu, jednym komunikacie i kilku spotkaniach przy stole.

Nowa Huta nie potrzebuje kolejnego pięknego hasła o partnerstwie. Potrzebuje modelu działania. Prostego i uczciwego. Takiego, który odpowie na cztery pytania:

co jest problemem, czyje to jest, kto ma działać i w jakim terminie.

Jeżeli nowy komitet będzie umiał to uporządkować – warto było go powołać.
Jeżeli stanie się tylko miejscem wymiany uprzejmości – mieszkańcy bardzo szybko to wyczują.

Bo mieszkańcy nie rozliczają urzędu z liczby powołanych ciał doradczych. Mieszkańcy rozliczają efekty: czy przejście jest bezpieczne, czy chodnik jest równy, czy jest gdzie zaparkować, czy zieleń jest zadbana, czy senior da radę przejść, czy rodzic przejedzie wózkiem, czy osiedle po prostu działa.

Pytania do mieszkańców Nowej Huty

Dlatego pytam dziś wprost:

  • Czy widzicie w Nowej Hucie te same problemy?
  • Czy macie w swoim otoczeniu miejsca, które są używane przez wszystkich, ale nikt nie chce wziąć za nie odpowiedzialności?
  • Czy największym problemem są dziś u Was parkingi, drogi osiedlowe i chodniki?
  • A może bardziej doskwiera dostępność, czystość, oświetlenie, zieleń albo stan przejść i bram?
  • Czy uważacie, że bliższa współpraca miasta ze spółdzielniami i wspólnotami to dobry kierunek?
  • I najważniejsze: od czego Waszym zdaniem trzeba zacząć w Nowej Hucie najpierw?

Bo może właśnie teraz jest dobry moment, żeby zamiast mówić ogólnie o mieście, zacząć wreszcie mówić konkretnie o osiedlach.


Źródło inspiracji do tekstu: miejski komunikat o powołaniu komitetu ds. współpracy ze spółdzielniami i zarządcami nieruchomości.

By Marcin Pawlik

Nowohucianin, Radny Dzielnicy XVIII Nowa Huta

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×