Kiedy w przestrzeni publicznej pojawia się hasło: „park tematyczny Gród Kraka w Nowej Hucie za około 1,5 mld zł”, to trudno przejść obok tego obojętnie. Jeszcze trudniej, kiedy mówimy o inwestycji, która według miejskich zapowiedzi ma objąć około 22 hektary, przyciągać nawet 1,8 mln odwiedzających rocznie i wygenerować około 800 miejsc pracy. To nie jest mały lokalny projekt. To może być jedna z największych inwestycji turystyczno-rekreacyjnych w Krakowie po 1989 roku.
I właśnie dlatego warto zadać pytanie wprost: czy za „Grodem Kraka” stoją Polskie Koleje Linowe S.A.?
Odpowiedź na dziś brzmi: nie ma oficjalnego potwierdzenia, że PKL S.A. są inwestorem, ale istnieje bardzo mocny publiczny trop. I ten trop nie pochodzi z plotek, kuluarów ani „ktoś komuś powiedział”. Pochodzi z dokumentów Urzędu Patentowego RP.
Co wiemy na pewno?
Wiemy, że miasto i spółka Kraków Nowa Huta Przyszłości mówią o projekcie parku tematycznego „Gród Kraka”. Według najnowszych informacji podpisano list intencyjny dotyczący budowy parku, a projekt ma być nie klasycznym lunaparkiem, tylko parkiem tematyczno-edukacyjnym. Parkmag przywołuje wypowiedź prezesa KNHP Wojciecha Wariana, że inwestor planuje zbudowanie parku tematycznego, a rozmowy dotyczące obszaru są nadal finalizowane.
Wiemy też, że według dostępnych informacji inwestycja miałaby powstać na terenach określanych jako Błonia 2.0, w rejonie Woli Rusieckiej i Branic, a inwestor nie został publicznie ujawniony.
Wiemy również, że projekt ma składać się z pięciu stref tematycznych: Zamkowe Historie, Za Horyzont, Magiczny Las, Podziemne Tajemnice i Gród Kraka. Według branżowego opisu łącznie ma tam powstać ponad 50 atrakcji, choć ich szczegóły nie są jeszcze znane.
I tu zaczyna się najciekawszy fragment tej historii.
Trop PKL: znaki towarowe mówią więcej niż komunikaty
W dokumentach Urzędu Patentowego RP widnieje znak słowno-graficzny „GRÓD KRAKA”, a jako podmiot wskazano: Polskie Koleje Linowe Spółka Akcyjna, Zakopane. Zgłoszenie pochodzi z 28 listopada 2024 r., a rejestracja z 8 kwietnia 2025 r.
Co więcej, w dokumentach patentowych przy tym znaku pojawiają się klasy obejmujące m.in. zabawki, gry, promocję, organizowanie rozrywki, prowadzenie parków rozrywki, usługi parków rozrywki, usługi hotelowe i restauracyjne. To nie brzmi jak przypadkowa rezerwacja nazwy pod breloczek. To brzmi jak przygotowanie marki pod duży projekt turystyczno-rozrywkowy.
Jeszcze ciekawsze jest to, że w dokumentach Urzędu Patentowego pojawiają się także inne nazwy zbieżne z zapowiadanymi strefami parku: „Za Horyzont”, „Magiczny Las”, „Zamkowe Historie” i „Podziemne Tajemnice” – również zgłaszane przez Polskie Koleje Linowe S.A.


Czy to dowód, że PKL S.A. są inwestorem „Grodu Kraka” w Nowej Hucie?
Nie. To jeszcze nie jest dowód.
Czy to bardzo mocny trop, który powinien zostać publicznie wyjaśniony?
Zdecydowanie tak.
Dlaczego PKL pasują do tej układanki?
Polskie Koleje Linowe to nie jest firma od jednej kolejki w górach. Sama spółka przedstawia się jako przedsiębiorstwo działające w branży turystycznej, operator kolei linowych w popularnych miejscowościach górskich, oferujący całoroczne usługi rekreacyjno-wypoczynkowe, bazę noclegową i gastronomiczną. PKL podaje, że działa w ośmiu ośrodkach i ma ponad 40 całorocznych atrakcji.
UOKiK również opisuje PKL jako podmiot działający w branży turystycznej, oferujący kompleksowe usługi rekreacyjno-wypoczynkowe, związane z kolejami linowymi, wyciągami narciarskimi i innymi urządzeniami rekreacyjnymi.
Do tego dochodzi wcześniejszy wątek planów PKL dotyczących parku rozrywki w Brodłach pod Alwernią. Parkmag opisywał, że PKL miały tam teren o powierzchni 140 ha i planowały tematyczny park rozrywki, hotele, gastronomię, amfiteatry oraz tereny widowiskowo-sportowe, choć inwestycja wywołała duże obawy mieszkańców i została ograniczona planistycznie.
Jeżeli więc PKL rzeczywiście interesują się „Grodem Kraka”, nie byłoby to zaskoczenie z punktu widzenia profilu spółki. Zaskoczeniem jest raczej to, że przy tak dużej inwestycji mieszkańcy Nowej Huty nadal nie znają oficjalnie inwestora.
Nowa Huta nie może być tylko miejscem pod inwestycję
Jako radny Dzielnicy XVIII Nowa Huta mówię jasno: jestem za rozwojem Nowej Huty. Jestem za inwestycjami, które tworzą miejsca pracy. Jestem za turystyką, edukacją, nowoczesną rekreacją i mądrym wykorzystaniem potencjału wschodu Krakowa.
Ale jestem za takim rozwojem, w którym Nowa Huta i jej mieszkańcy są partnerem, a nie tylko adresem na mapie inwestora.
Bo potencjał jest ogromny: nowe miejsca pracy, wpływy podatkowe, ruch turystyczny, promocja Nowej Huty, całoroczna atrakcja, ożywienie terenów, które przez lata czekały na swoją szansę. Taki projekt może zmienić sposób, w jaki Kraków patrzy na wschód miasta.
Ale ryzyka są równie oczywiste: komunikacja, hałas, parkingi, presja na układ drogowy, rozproszone grunty, brak jawnego harmonogramu, brak pełnej informacji o inwestorze i pytanie najważniejsze – ile z tej inwestycji realnie zostanie w Nowej Hucie?
Potrzebujemy konkretów, nie tylko wizji
Na dziś mieszkańcy dostali bardziej wizję niż pełny projekt. A przy projekcie za około 1,5 mld zł sama wizja już nie wystarcza.
Dlatego publicznie warto postawić kilka prostych pytań:
- Kto jest inwestorem „Grodu Kraka”?
- Czy jest nim PKL S.A., spółka z grupy PKL, inny podmiot powiązany, czy zupełnie inny inwestor?
- Jaki dokument podpisano: list intencyjny, umowę przedwstępną, memorandum, porozumienie czy coś więcej?
- Na których działkach ma powstać park?
- Czy inwestycja będzie wymagała decyzji środowiskowej?
- Jaki będzie docelowy układ komunikacyjny dla 1,8 mln odwiedzających rocznie?
- Czy przed uruchomieniem inwestycji zostanie zabezpieczony transport publiczny, a nie tylko miejsca parkingowe?
- Jakie korzyści bezpośrednio otrzymają mieszkańcy Dzielnicy XVIII?
Bo jeżeli mówimy o takiej skali, to komunikacja nie może być dopiskiem. Przy 1,8 mln odwiedzających rocznie temat tramwaju do PKP Kościelniki, autobusów, połączeń z centrum, dojazdu od Igołomskiej, parkingów buforowych i bezpiecznych tras pieszo-rowerowych jest warunkiem powodzenia inwestycji, a nie ozdobnikiem prezentacji.
Rola dzielnicy jest tu oczywista
Statut Dzielnicy XVIII Nowa Huta daje radzie dzielnicy prawo wnioskowania m.in. w sprawach lokalizacji terenów zielonych, rekreacyjnych i sportowych, inwestycji komunalnych oraz rozwiązań komunikacyjnych. Dzielnica może też opiniować sprawy istotne dla mieszkańców, w tym inwestycje komunalne, rozwiązania ruchu komunikacyjnego, plany miejscowe i zamierzenia inwestycyjne.
To oznacza, że temat „Grodu Kraka” nie jest gdzieś daleko „ponad dzielnicą”. On dotyczy mieszkańców. Dotyczy Branic, Pleszowa, Kościelnik, Przylasku Rusieckiego, ale też całej Nowej Huty, bo skutki takiej inwestycji będą odczuwalne szerzej.
Jestem za. Ale po stronie mieszkańców
Nie chcę, aby Nowa Huta przegapiła swoją szansę. Przez lata słyszeliśmy o potencjale wschodu Krakowa. Teraz ten potencjał zaczyna przybierać bardzo konkretny kształt. I dobrze.
Ale rozwój nie może polegać na tym, że mieszkańcy dowiadują się o wielkiej inwestycji z komunikatów, a inwestor pozostaje w cieniu.
Jeżeli PKL S.A. rzeczywiście stoją za „Grodem Kraka”, należy to powiedzieć wprost. Jeżeli nie — również należy to wyjaśnić. Publiczny trop w znakach towarowych jest zbyt wyraźny, by udawać, że go nie ma.
Nowa Huta zasługuje na rozwój, na wielkie projekty a także na pełną informację, uczciwą rozmowę i gwarancję, że nie będzie tylko miejscem, gdzie inwestor postawi swoją atrakcję.
Bo to może być inwestycja historyczna.
Ale historyczna będzie tylko wtedy, gdy skorzystają na niej nie tylko turyści i inwestor, ale przede wszystkim Nowa Huta i jej mieszkańcy.
