W starej Nowej Hucie są miejsca, które zna każdy mieszkaniec, choć mało kto zna ich stan prawny. Bramy, przewiązki, schody między blokami – codzienne skróty do sklepu, szkoły, przystanku, przychodni. Tędy idzie się odruchowo. Tędy przechodzą dzieci, seniorzy, rodzice z wózkami. Tędy biegnie życie osiedla. I właśnie dlatego tak mocno boli moment, gdy okazuje się, że miejsce używane przez wszystkich nie jest tak naprawdę „publiczne” w sensie prawnym.

Pytanie o rozwiązanie tego konkretnego problemu zadałem przez Krakowskie Centrum Kontaktu. I tu od razu ważna uwaga: naprawdę polecam mieszkańcom tę drogę zgłaszania problemów, potrzeb i pytań dotyczących miasta. Warto. To działa. To nie jest martwy formularz, tylko realne narzędzie, dzięki któremu można uzyskać odpowiedzi od właściwych jednostek miejskich i zobaczyć, jak sprawa wygląda od strony kompetencji, własności i możliwości działania.

Bo w papierach zaczyna się inna opowieść. Nie o mieście. Nie o mieszkańcach. Nie o bezpieczeństwie. Tylko o działkach, udziałach, kompetencjach i tytule prawnym.

Na przykładzie przejścia i schodów pomiędzy os. Szkolnym 33 i 36 widać to aż nazbyt wyraźnie. Z otrzymanych odpowiedzi na moje zapytanie przez KCK wynika, że problem nie polega na tym, że nikt go nie widzi. Problem polega na tym, że każdy widzi go z innego biurka.

Miejsce wspólne, ale odpowiedzialność rozproszona

Wydział Skarbu Miasta wskazał, że fragment przejścia i schodów dotyczy dwóch działek: jednej miejskiej oraz drugiej zabudowanej budynkiem os. Szkolne 33, będącej własnością wspólnoty mieszkaniowej, przy czym Gmina Miejska Kraków ma w tej wspólnocie udział 177/1000. Kluczowe jest jednak to, że sam ciąg pieszy pod przewiązką urządzony jest na działce pozostającej we współwłasności gminy i osób fizycznych. I tu zaczyna się prawdziwy nowohucki paradoks: miejsce jest ogólnodostępne, ale nie ma prostego statusu „miejskiego chodnika”, który można po prostu wpisać do planu robót i wyremontować.

Bramy starej Nowej Huty: publiczne w codzienności, prywatne w papierach. I dlatego tak trudno je naprawić

To dlatego mieszkańcy słyszą raz, że sprawę należy kierować do miejskich jednostek, a chwilę później – że dana jednostka nie ma kompetencji, bo teren lub obiekt nie pozostaje w jej zarządzie. Z punktu widzenia zwykłego przechodnia brzmi to jak urzędniczy ping-pong. Z punktu widzenia prawa to skutek starego, źle zszytego układu własnościowego.

W tym sensie te bramy są publiczne tylko z przyzwyczajenia. Są publiczne w funkcji, ale nie w strukturze własności. A to ogromna różnica.

Nowa Huta między miastem a wspólnotą. Czy to naprawdę dobry kierunek dla mieszkańców?

Dlaczego Dzielnica nie może po prostu zapłacić

Tu dochodzimy do rzeczy dla mieszkańców najtrudniejszej: Dzielnica nie jest od rozwiązywania wszystkiego, tylko od działania w ramach ściśle opisanych kompetencji. Statut Dzielnicy XVIII Nowa Huta daje Radzie możliwość planowania, opiniowania i wnioskowania do miasta oraz miejskich jednostek w sprawach istotnych dla mieszkańców, w tym dotyczących inwestycji komunalnych i rozwiązań ruchu komunikacyjnego, ale środki wydzielone do dyspozycji Dzielnicy są środkami publicznymi przeznaczonymi na zadania wskazane w statucie. Statut przewiduje też wyjątki dotyczące remontów w budynkach będących własnością miasta lub wynajmowanych przez miasto, a nie swobodne finansowanie robót na nieruchomościach wspólnot mieszkaniowych.

Mówiąc prościej: Dzielnica może alarmować, wnioskować, uchwalać stanowiska, naciskać, koordynować rozmowę i wywoływać sprawę publicznie. Ale nie może po prostu sięgnąć po środki dzielnicowe i wyremontować schodów na nieruchomości, która nie jest jednoznacznie miejska. Statut pozwala jej w takich sprawach występować do organów miasta i opiniować sprawy publiczne o znaczeniu lokalnym, ale nie czyni z niej inwestora dowolnej nieruchomości używanej przez mieszkańców.

To nie jest zła wola. To jest granica prawa.

Wspólnota też nie jest tu bez znaczenia

Jednocześnie nie da się uczciwie powiedzieć, że skoro mieszkańcy korzystają z przejścia, to wspólnota jest tylko niewinnym świadkiem całej sprawy. Ustawa o własności lokali stanowi, że nieruchomość wspólną stanowi grunt oraz te części budynku i urządzenia, które nie służą wyłącznie do użytku właścicieli poszczególnych lokali. Właściciele mają obowiązek współdziałać w ochronie wspólnego dobra oraz uczestniczyć w kosztach zarządu nieruchomością wspólną, a do takich kosztów należą w szczególności remonty i bieżąca konserwacja.

Jeżeli więc – jak wskazują ZZM i ZDMK – schody i przejście są elementem obiektu budowlanego lub nieruchomości związanej funkcjonalnie z budynkiem, to ciężar utrzymania nie znika tylko dlatego, że przez bramę chodzi pół osiedla. Prawo nie zna kategorii: „wszyscy używają, więc niech nikt nie odpowiada”.

I tu właśnie leży sedno patu. Wspólnota patrzy na koszt i pyta: dlaczego mamy płacić za coś, z czego korzystają wszyscy? Miasto patrzy na stan prawny i odpowiada: dlaczego mamy wydać publiczne pieniądze na coś, co nie jest jednoznacznie nasze? A mieszkaniec patrzy pod nogi i widzi po prostu niebezpieczne schody.

Służebność? Brzmi poważnie, ale tu nie rozwiązuje problemu

W stanowisku Wydziału Skarbu pojawia się także wątek służebności gruntowej. I bardzo dobrze, że się pojawia, bo pokazuje, że ktoś próbował szukać formalnego wyjścia. Problem w tym, że służebność gruntowa z kodeksu cywilnego nie służy zaspokajaniu „ogólnych potrzeb mieszkańców”, tylko obciąża jedną nieruchomość na rzecz właściciela innej, konkretnej nieruchomości władnącej. W praktyce oznacza to, że nie jest to instrument do zalegalizowania osiedlowego skrótu używanego przez wszystkich, lecz narzędzie dla konkretnej relacji między jedną nieruchomością a drugą.

Innymi słowy: to nie jest sposób na zalegalizowanie każdej codziennej trasy mieszkańców przez teren wspólnoty. Skoro – jak wskazał Wydział Skarbu – sąsiednia nieruchomość ma dostęp do dróg publicznych innymi dojściami, to także ta ścieżka formalna staje się mało przydatna. I znów: prawo nie nadąża za logiką osiedla.

Najwięcej tracą ci, którzy nie piszą pism

Na takich historiach zawsze najwięcej tracą ci, którzy nie siedzą nad mapą ewidencyjną i nie śledzą odpowiedzi jednostek. Traci starsza pani, która idzie na skróty do apteki. Traci rodzic z wózkiem, który musi manewrować i nosić wózek po zniszczonych stopniach. Traci dziecko, które wraca ze szkoły. Traci także samo miasto, bo każde takie miejsce buduje bardzo groźne poczucie: że przestrzeń wspólna jest wspólna tylko wtedy, gdy nie trzeba za nią odpowiadać.

A przecież stara Nowa Huta zbudowana jest właśnie na idei dostępności, osi widokowych, przejść, przewiązek i powiązań pieszych. Jeśli te miejsca staną się systemowo „niczyje”, to zacznie się psuć nie tylko nawierzchnia. Zacznie się psuć sama tkanka osiedla.

Najgorsze nie jest to, że prawo jest skomplikowane

Najgorsze jest co innego: z przywołanych stanowisk wyłania się brak jednego gospodarza sprawy. Jednostki opisują granice kompetencji, ale nikt nie bierze odpowiedzialności za doprowadzenie sprawy do końca. A przecież miasto nie jest w tej historii całkowicie „zewnętrzne”. Gmina ma udział we wspólnocie. To oznacza, że nie występuje tu wyłącznie jako potencjalny sponsor cudzego remontu, ale także jako współwłaściciel części problemu.

To ważne rozróżnienie. Bo jeśli Gmina Miejska Kraków ma udział 177/1000, to powinna działać nie tylko jak urząd oceniający cudzą własność, ale także jak współwłaściciel, który ma obowiązek współdecydować o usunięciu zagrożenia.

I właśnie tu jest miejsce na prawdziwe działanie, a nie na dalsze przekazywanie pisma z teczki do teczki.

Kraków już zna takie problemy. I zna też narzędzia

Dzisiaj ta sprawa jest jeszcze bardziej aktualna. Niedawno pisałem o tym, że Kraków chce bliżej współpracować ze spółdzielniami mieszkaniowymi i zarządcami nieruchomości wielorodzinnych, powołując stały komitet sterujący ds. takiej współpracy. W miejskich zapowiedziach ten model ma służyć diagnozowaniu problemów na styku miasta, wspólnot, zarządców i mieszkańców, szczególnie tam, gdzie chodzi o wspólną przestrzeń, bezpieczeństwo i ład funkcjonalny. Trudno o lepszy test dla tej współpracy niż właśnie takie miejsca jak nowohuckie bramy, przewiązki i schody – używane codziennie przez wszystkich, a w praktyce pozostające pomiędzy odpowiedzialnością miasta, wspólnoty i zarządcy. Jeśli ta nowa formuła współpracy ma mieć sens, to właśnie tutaj powinna zacząć przynosić konkretne efekty.

Bo nie jest prawdą, że Kraków nie zna takich spraw albo że w podobnych przypadkach pozostaje tylko bezradnie rozłożyć ręce. Miasto od lat mierzy się ze skutkami dawnych podziałów „po obrysie budynku”.

Dobrym przykładem są budynki na os. Ogrodowym 15 i 17, gdzie miasto wprost wskazało sposób wyjścia z niezgodności geodezyjno-prawnych. W dokumentach opisano, że rozwiązaniem miał być podział geodezyjny działki, wydzielenie części zagospodarowanej pod budynkiem i późniejsze uregulowanie tytułu prawnego do nowo powstałej działki. W tym samym materiale wskazano nawet dwa możliwe warianty regulacji: pierwszy przez wydzielenie działki zabudowanej przewiązką i uregulowanie tytułu prawnego, drugi przez połączenie działek i późniejsze sprostowanie udziałów w nieruchomości wspólnej. Sprawa utknęła nie dlatego, że nie było ścieżki prawnej, ale dlatego, że zabrakło jednoznacznego stanowiska wspólnot. To bardzo ważny sygnał: miasto potrafiło wskazać narzędzie i uruchomić procedurę.

Dlatego dziś, gdy słyszymy, że przy kolejnych nowohuckich bramach czy przejściach „nic się nie da zrobić”, warto zachować czujność. Bo przykład z os. Ogrodowego pokazują coś dokładnie odwrotnego: da się, tylko trzeba chcieć sprawę poprowadzić, zebrać strony przy jednym stole i doprowadzić procedurę do końca. Problemem nie zawsze jest brak narzędzi. Częściej problemem jest brak decyzji, kto ma wreszcie wziąć odpowiedzialność za ich użycie.

Co można zrobić realnie i szybko

Najbardziej realne i najszybsze rozwiązanie wcale nie prowadzi dziś przez wieloletnie porządkowanie stanu prawnego wszystkich nowohuckich bram. To potrzebne, ale nie zatrzyma czyjegoś upadku jutro rano.

Najpierw trzeba uruchomić tryb bezpieczeństwa. Prawo budowlane nakłada na właściciela lub zarządcę obowiązek utrzymywania obiektu i zapewnienia jego bezpiecznego użytkowania. Gdy obiekt może zagrażać życiu lub zdrowiu albo jest w nieodpowiednim stanie technicznym, organ nadzoru budowlanego może nakazać usunięcie nieprawidłowości. W praktyce oznacza to, że najszybsza ścieżka nie wiedzie dziś przez debatę o abstrakcyjnej „publiczności” przejścia, lecz przez formalne potraktowanie sprawy jako zagrożenia bezpieczeństwa i skierowanie jej do nadzoru budowlanego z pełną dokumentacją zdjęciową, opisem stanu oraz wskazaniem, że chodzi o ciąg intensywnie używany przez mieszkańców.

Równolegle miasto powinno zwołać jedno robocze spotkanie: wspólnota, administrator, przedstawiciel gminy jako współwłaściciela, Wydział Skarbu i jednostka zdolna technicznie do wykonania robót. Nie po to, by przez trzy miesiące ustalać, kto ma rację, tylko po to, by ustalić dwa kroki: doraźne zabezpieczenie i docelowy remont. Jeżeli – jak wskazał Wydział Skarbu – do wykonania remontu potrzebny jest tytuł prawny do części nieruchomości, to należy go uzyskać w najprostszej możliwej formule, choćby czasowego użyczenia na wykonanie robót. To jest ścieżka bardziej przyziemna niż wielkie teorie, ale właśnie dlatego realna.

A potem trzeba zrobić coś jeszcze: sporządzić miejską inwentaryzację wszystkich takich przejść w starej Nowej Hucie. Bo problem os. Szkolnego 33–36 nie jest wyjątkiem. To raczej sygnał ostrzegawczy, że w wielu miejscach funkcjonalnie publiczna przestrzeń stoi na prawnie kruchym gruncie.

Bo jeśli nie uporządkujemy tych bram dzisiaj, to jutro każda kolejna odpowiedź będzie wyglądała tak samo: „nie nasze”, „nie możemy”, „poza kompetencją”. Tylko schody będą coraz gorsze.

Kraków chce bliżej współpracować ze spółdzielniami i zarządcami nieruchomości.

I może właśnie to jest dziś najważniejsze pytanie dla starej Nowej Huty: czy naprawdę chcemy dalej udawać, że codzienna droga mieszkańców jest niczyja tylko dlatego, że kiedyś źle narysowano granice działek?

By Marcin Pawlik

Nowohucianin, Radny Dzielnicy XVIII Nowa Huta

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×