To jest dobra wiadomość. I warto zacząć właśnie od tego.
Nowe miejsca pracy w Nowej Hucie są potrzebne. Przez lata zbyt często mówiono o tej części Krakowa albo przez pryzmat przeszłości, albo przez pryzmat problemów. Tymczasem Nowa Huta ma prawo być miejscem rozwoju, pracy, technologii i nowoczesnej gospodarki. Ma prawo nie tylko wspominać dawną potęgę, ale budować swoją nową siłę.
Dlatego informacja o budowie 7R Hub Nowa Huta w Ruszczy powinna cieszyć. Według miejskich informacji inwestycja obejmuje trzy budynki o łącznej powierzchni około 230 tys. m², ma wartość około 1 mld zł i powstaje na terenach poprzemysłowych dawnej huty, wymagających remediacji i przywrócenia do aktywnego użytkowania. Po pełnym uruchomieniu hubu może tam powstać ponad 2 tysiące miejsc pracy.
To nie jest mała rzecz. To nie jest kolejny punkt na mapie. To może być jeden z ważniejszych impulsów gospodarczych dla wschodniej części Krakowa.
Ale właśnie dlatego trzeba powiedzieć coś jeszcze: rozwój wymaga przewidywania.
Dobra inwestycja potrzebuje dobrego dojazdu
Nie mam wątpliwości, że praca w Nowej Huccie jest potrzebna. Dobrze, że tereny, które przez lata były zdegradowane lub niewykorzystane, mają dostać nowe życie. Dobrze, że mówi się o nowych firmach, podatkach, remediacji, zieleni, retencji i nowoczesnych standardach środowiskowych. Miasto informuje, że projekt zakłada m.in. nasadzenie ponad 2 tysięcy drzew, zalesienie około 10 hektarów terenu, ogrody deszczowe i rozwiązania wspierające retencję.
To wszystko brzmi dobrze. I tego kierunku nie należy z góry krytykować.

Ale dobra inwestycja to nie tylko hale, miejsca pracy i podatki. Dobra inwestycja to także pytanie: jak ludzie będą tam dojeżdżać?
Bo jeśli mówimy o ponad 2 tysiącach miejsc pracy, to mówimy o codziennym ruchu. O pracownikach. O dostawcach. O firmach współpracujących. O samochodach osobowych, dostawczych i ciężarowych. O Igołomskiej, która już dziś jest jedną z najważniejszych arterii tej części Krakowa.
Dziś jeszcze nie jeździ tam codziennie pełny ruch generowany przez 7R Hub Nowa Huta. Dziś jeszcze nie widzimy na Igołomskiej wszystkich skutków tej inwestycji. I właśnie dlatego dziś jest najlepszy moment, żeby myśleć do przodu.
Nie wtedy, gdy korek już stoi, gdy mieszkańcy będą pytać, dlaczego nikt tego nie przewidział – gdy usłyszymy, że „teraz już się nie da”.
Tramwaj do Kościelnik nie jako hasło, ale jako zabezpieczenie przyszłości

Od pewnego czasu piszę o potrzebie przedłużenia linii tramwajowej z Pleszowa w kierunku PKP Kościelniki. Nie jako o obietnicy na jutro. Nie jako o efektownym rysunku na mapie. Ale jako o bardzo rozsądnym zabezpieczeniu przyszłości wschodniego Krakowa.
Na mojej stronie pisałem już, że tramwaj do Kościelnik może być kręgosłupem komunikacyjnym tej części miasta. W innym tekście zwracałem uwagę, że bez przedłużenia linii tramwajowej z Pleszowa wzdłuż ul. Igołomskiej do PKP Kościelniki będziemy nadal liczyć głównie auta, a nie pasażerów.
Dziś budowa 7R Hub Nowa Huta daje tej dyskusji zupełnie nowy kontekst.
Bo 2 tysiące miejsc pracy to nie tylko sukces gospodarczy. To także 2 tysiące potencjalnych codziennych podróży. A przecież to może być dopiero początek. Jeśli Nowa Huta Przyszłości ma naprawdę działać, jeśli w Ruszczy, Branicach i wzdłuż Igołomskiej mają pojawiać się kolejne inwestycje, to komunikacja publiczna nie może być dopisana na końcu. Ona musi być zaplanowana od początku.
Nie chodzi o to, żeby jutro wbijać łopatę pod torowisko
W tej sprawie warto zachować rozsądek. Nikt odpowiedzialny nie powinien mówić mieszkańcom, że tramwaj do Kościelnik powstanie natychmiast. Takie inwestycje wymagają analiz, dokumentacji, decyzji, finansowania i czasu. Ale równie nieodpowiedzialne byłoby udawanie, że tematu nie ma.
Dlatego najważniejsze dziś nie jest hasło „budujmy od razu”. Najważniejsze jest: zabezpieczmy możliwość budowy w przyszłości.
Chodzi o rozpoczęcie prac przygotowawczych, analizę wariantów przebiegu, koncepcję programowo-przestrzenną, szacunkowe koszty, harmonogram i – co szczególnie ważne – wskazanie oraz zabezpieczenie rezerwy terenowej pod przyszłą infrastrukturę. Taki właśnie zakres pojawiał się przy informacji o działaniach Rady Dzielnicy XVIII Nowa Huta dotyczących przedłużenia tramwaju z Pleszowa do stacji PKP Kościelniki.
To jest sedno sprawy.
Nie musimy dziś budować torów. Ale powinniśmy zrobić wszystko, żeby za kilka lat nie okazało się, że nie ma już którędy ich poprowadzić.
Jeżeli nie będzie wygodnej komunikacji, wygra samochód
Ludzie wybierają to, co działa. To bardzo prosta zasada.
Jeśli transport publiczny jest wygodny, częsty, przewidywalny i dobrze połączony z koleją, parkingami Park&Ride, drogami rowerowymi i dojściami pieszymi – ludzie z niego korzystają. Jeśli nie jest, wybierają samochód. Nie dlatego, że wszyscy kochają stać w korkach. Tylko dlatego, że codzienność nie wybacza teorii.
I tu właśnie pojawia się ryzyko. Jeśli wokół Ruszczy i Igołomskiej będziemy rozwijać wielkie funkcje gospodarcze bez odpowiednio silnej komunikacji zbiorowej, to za kilka lat będziemy rozmawiać już nie o planowaniu, ale o gaszeniu skutków. Będziemy pytać o korki, o bezpieczeństwo, hałas, przeciążenie Igołomskiej, o miejsca parkingowe, dojazd pracowników.
O to, dlaczego rozwój znów został zaplanowany bardziej pod samochód niż pod człowieka.
A przecież można inaczej.
Kolej, tramwaj, autobus – to powinien być jeden system
PKP Kościelniki nie powinny być samotnym punktem na mapie. Pleszów nie powinien być końcem myślenia tramwajowego. Igołomska nie powinna być jedyną odpowiedzią na rozwój wschodniej części miasta.
Potrzebujemy układu, w którym kolej, tramwaj, autobus, Park&Ride, Bike&Ride i bezpieczne dojścia piesze działają razem. Dopiero wtedy można mówić o prawdziwej alternatywie dla samochodu.
Przedłużenie tramwaju do PKP Kościelniki mogłoby w przyszłości połączyć Pleszów, Igołomską, tereny rozwojowe Nowej Huty Przyszłości i kolej. Według informacji o uchwale dzielnicy, taka linia miałaby poprawić obsługę komunikacyjną wschodnich rejonów Nowej Huty, ułatwić integrację tramwaju z koleją i odciążyć układ drogowy wzdłuż Igołomskiej.
I właśnie dlatego warto o tym mówić teraz.
Rozwój Nowej Huty musi być przewidywany, a nie naprawiany po fakcie
Nowa Huta zbyt często dostawała rozwiązania spóźnione. Najpierw pojawiał się problem, później interwencje, później pisma, później tłumaczenia, a na końcu zdanie, które mieszkańcy znają aż za dobrze: „to skomplikowane”.
Tym razem możemy zrobić to inaczej.
Mamy informację o wielkiej inwestycji. Mamy świadomość, że powstaną nowe miejsca pracy. Mamy wiedzę, że Igołomska jest kluczową arterią wschodniej Nowej Huty. Mamy istniejący przystanek kolejowy PKP Kościelniki. Mamy pętlę w Pleszowie. Mamy teren, który będzie się rozwijał. Mamy też już rozpoczętą dyskusję o tramwaju do Kościelnik.
To wystarczająco dużo powodów, żeby nie odkładać tematu na później. Bo jeśli naprawdę chcemy, aby 7R Hub Nowa Huta był symbolem rozwoju, to zadbajmy o to, żeby ten rozwój nie skończył się korkiem na Igołomskiej.
Tak dla pracy. Tak dla rozwoju. Tak dla mądrego planowania.
Dlatego moja teza jest prosta.
Tak – dla nowych miejsc pracy w Nowej Hucie, dla przywracania terenów poprzemysłowych do życia, dla inwestycji, które wzmacniają wschodni Kraków. Ale także: tak – dla zabezpieczenia terenu pod przyszły tramwaj do Kościelnik.
Bo odpowiedzialny samorząd nie powinien czekać, aż problem stanie się oczywisty. Odpowiedzialny samorząd powinien widzieć go wcześniej.
7R Hub Nowa Huta może być początkiem nowego etapu dla Ruszczy, Igołomskiej i całej wschodniej części Krakowa. Ale jeśli ten etap ma być naprawdę dobry dla mieszkańców, musi iść w parze z komunikacją publiczną.
Nie planujmy Nowej Huty Przyszłości tak, jakby każdy musiał mieć samochód.
Planujmy ją tak, żeby za kilka lat mieszkańcy mogli powiedzieć: dobrze, że ktoś pomyślał wcześniej.
Bo rozwój to nie tylko budowa.
Rozwój to przewidywanie skutków budowy.
A tramwaj do Kościelnik może być właśnie takim rozsądnym, spokojnym i potrzebnym krokiem w przyszłość.
