Kraków zapowiedział dodatkowe 5 mln zł na poprawę infrastruktury rowerowej. Miasto informuje, że pieniądze mają pomóc jeszcze w tym roku poprawić bezpieczeństwo, komfort i spójność sieci tras rowerowych, a także uzupełnić brakujące odcinki przy większych inwestycjach. Wśród wskazanych zadań są m.in. ul. Kocmyrzowska, ul. Lublańska oraz likwidacja niebezpiecznych uskoków na przejazdach rowerowych.

Brzmi dobrze. Nawet bardzo dobrze.

Tylko że Nowa Huta, jak to Nowa Huta, natychmiast zadaje pytanie praktyczne: dobrze, ale gdzie konkretnie?

Bo rowerzysta z Nowej Huty nie jeździ po komunikatach prasowych. Jeździ po asfalcie, płytach, korzeniach, krawężnikach, tłuczniu, błocie, tunelach, objazdach i czasem po chodniku, choć wcale nie powinien. Jeździ między osiedlem a szkołą. Między Zalewem a domem. Między Wzgórzami a centrum. Między Placem Centralnym a Kombinatem. Między Przylaskiem a Hutnikiem. I bardzo często wie więcej o stanie tej infrastruktury niż niejeden dokument.

Dlatego po informacji o dodatkowych środkach zadałem mieszkańcom proste pytanie:

Gdzie w Nowej Hucie najpilniej zainwestowalibyście te dodatkowe 5 mln zł na infrastrukturę rowerową?

Odpowiedzi nie były ogólne. Były konkretne, czasem ostre, czasem ironiczne, ale przede wszystkim bardzo potrzebne. I pokazują jedno: Nowa Huta nie prosi o rowerowe luksusy. Nowa Huta prosi o sens.

Najpierw bezpieczeństwo. Rowerzysta nie może być wrogiem pieszego

Bardzo mocno wybrzmiał głos dotyczący relacji pieszych i rowerzystów. Michał napisał:

„Najlepiej na taką poprawę ścieżek rowerowych, żeby rowerzyści przestali być zagrożeniem dla pieszych.”

I to jest zdanie, które warto potraktować poważnie, a nie jako zwykłą uwagę z internetu.

Bo problemem wielu miejsc nie jest tylko brak ścieżki. Problemem jest jej nieczytelność. Raz jest chodnik. Raz ciąg pieszo-rowerowy. Raz droga dla rowerów. Raz wszystko naraz. Pieszy nie wie, gdzie kończy się jego przestrzeń. Rowerzysta nie wie, gdzie ma jechać bezpiecznie. A potem obie strony mają do siebie pretensje, choć często winna jest nie zła wola, tylko źle zaprojektowana infrastruktura.

Grzegorz dopisał bardzo konkretnie:

„Oznakowanie poziome ścieżek rowerowych, bądź ich częściowa separacja w najbardziej newralgicznych i niebezpiecznych miejscach – tak by piesi bezwiednie nie wchodzili na ścieżki.”

To jest dokładnie ten typ działania, który nie zawsze wymaga wielkich inwestycji, ale może szybko poprawić codzienne bezpieczeństwo. Farba, separacja, korekta oznakowania, poprawa geometrii, wyrównanie przejazdu – czasem mała rzecz robi większą różnicę niż kolejny folder o zrównoważonej mobilności.

Miasto zresztą samo wskazuje, że jednym z elementów pakietu ma być likwidacja uskoków na przejazdach rowerowych. Według komunikatu w tym roku mają one zostać usunięte na wszystkich trasach głównych i łącznikowych, łącznie w blisko 70 lokalizacjach.

Kocmyrzowska i Wzgórza Krzesławickie. Tu mieszkańcy mówią jednym głosem

Najmocniej powraca temat Kocmyrzowskiej i Wzgórz Krzesławickich.

Grzegorz napisał krótko:

„Sensowne połączenie Kocmyrzowskiej / Cienistej ze Wzgórzami.”

Danka dodała jeszcze prościej:

„Wzgórza Krzesławickie i okolice.”

I trudno się dziwić. To jeden z tych kierunków, o których mówi się od lat. Wzgórza Krzesławickie są częścią Krakowa, ale rowerowo przez długi czas były traktowane trochę jak osobna wyspa. Dojechać się da, oczywiście. Tylko pytanie brzmi: czy da się bezpiecznie, wygodnie i tak, żeby przeciętny mieszkaniec – nie tylko zaprawiony rowerzysta – chciał z tego korzystać?

Miasto w swoim komunikacie wskazuje, że na ul. Kocmyrzowskiej planowany jest remont i poszerzenie brakującego odcinka po południowej stronie, między ul. Bulwarową a węzłem S7. Co ważne, samo miasto przyznaje, że dziś znajduje się tam zrujnowany i niewygodny chodnik, który nie odpowiada potrzebom ani pieszych, ani rowerzystów.

To jest bardzo ważne zdanie. Bo ono potwierdza to, co mieszkańcy mówią od dawna: tam nie potrzeba kosmetyki. Tam potrzeba normalnego połączenia.

Most Wandy, Rybitwy, Nowohucka. Ścieżka może być dobra, ale dojazd już niekoniecznie

Tadeusz zwrócił uwagę na problem, który często umyka w urzędowym opisie inwestycji. Napisał:

„Ścieżka rowerowa od mostu w stronę Rybitw i w stronę Nowohuckiej jest super, tylko dojazdy z jednej i z drugiej strony mostu do ścieżki rowerowej wysypano drobnym tłuczniem, który jest przez opony samochodów przenoszony na asfalt.”

I dalej wskazał, że jazda na rolkach jest tam niekomfortowa, a w rowerze można uszkodzić m.in. łańcuch czy kasetę.

To jest świetny przykład rowerowej codzienności. Można wybudować dobry odcinek, ale jeśli dojazd do niego jest zrobiony „na jakoś to będzie”, to użytkownik zapamięta nie inwestycję, tylko kamienie pod kołami.

Rowerowa infrastruktura musi być traktowana jak system. Nie wystarczy, że na mapie odcinek świeci się na zielono. Trzeba jeszcze sprawdzić, jak człowiek do niego dojeżdża, jak z niego zjeżdża, co dzieje się po deszczu, czy nie nanosi błota, czy nie trzeba robić slalomu między samochodami, płytami i tłuczniem.

Przylasek Rusiecki, Wisła i wały. Nowa Huta chce jeździć dalej niż do najbliższego sklepu

Bardzo ciekawy głos pojawił się w sprawie połączenia z Przylaskiem Rusieckim.

Michał napisał:

„Wzdłuż linii kolejowej obwodowej, by dało się dojechać od ulicy Igołomskiej do kąpieliska na Przylasku Rusieckim, czy do Wisły i dalej wałami.”

Jakub wskazał podobny kierunek:

„Sensowne połączenie Przylasku z okolicami stadionu Hutnika i z Niepołomicami. Kładka w okolicach Brzegów i most koło Plaży.”

To pokazuje, że mieszkańcy nie myślą wyłącznie o kilku metrach ścieżki pod blokiem. Widzą Nową Hutę szerzej: jako dzielnicę, która może łączyć centrum z terenami rekreacyjnymi, Wisłą, Przylaskiem Rusieckim, Niepołomicami, Łąkami Nowohuckimi, Dłubnią i zielonymi obrzeżami miasta.

I tu jest ogromna szansa. Nowa Huta może być rowerową bramą Krakowa na wschód. Tylko musi mieć połączenia, które są logiczne, bezpieczne i czytelne także dla rodzin z dziećmi, seniorów, użytkowników rowerów miejskich czy osób jadących rekreacyjnie.

Ptaszyckiego, Igołomska, S7, Lasek Mogilski. Czyli jak rowerzysta zostaje logistykiem

Najbardziej obrazowe komentarze dotyczyły okolic Ptaszyckiego, Igołomskiej, S7, Lasku Mogilskiego i ul. Dymarek.

Jakub napisał:

„Żeby się dostać na Igołomską, trzeba jakieś fikołki logistyczne z S7 pokonywać.”

W innym komentarzu doprecyzował:

„Żeby się dostać od Mostu Wandy na wały, trzeba pokonać albo most, albo dziurawą drogę pod S7. Dziury są zarówno w ciągłości, jak i w nawierzchni.”

Mariusz zwrócił uwagę na brakujący odcinek:

„Zapewne chodzi o brakujący odcinek Ptaszyckiego – Giedroycia.”

A Grzegorz dopisał:

„Kontynuacja rozbudowy ścieżek przy Lasku Mogilskim, połączenie Klasztornej z wałem na Wiśle.”

To są komentarze, które właściwie same układają się w mapę problemu. Mamy tu z jednej strony potencjał – Wisłę, wały, Lasek Mogilski, Kopiec Wandy, Ptaszyckiego, Igołomską. Z drugiej strony mamy brakujące odcinki, dziury, nieintuicyjne przejazdy, ciasne bariery, tunele, objazdy i miejsca, które bardziej przypominają terenową łamigłówkę niż miejską trasę rowerową.

Rowerzysta nie powinien być zmuszony do roli stratega wojskowego, który planuje przeprawę przez węzeł drogowy. Ma mieć trasę, która prowadzi go bezpiecznie i logicznie.

B1 – Park Szwedzki – Plac Centralny. Korzenie wypychają ludzi na chodnik

Tomasz wskazał bardzo konkretny odcinek:

„Trasa od B1 do Placu Centralnego, bo przez korzenie ludzie chodnikiem jadą.”

To jest krótki komentarz, ale mówi bardzo dużo.

Jeśli korzenie niszczą nawierzchnię, rowerzysta omija problem. Jeśli omija problem, trafia na chodnik. Jeśli trafia na chodnik, pojawia się konflikt z pieszymi. A potem wracamy do pierwszego komentarza: rowerzyści stają się zagrożeniem dla pieszych.

Tylko że źródłem problemu nie jest sam rowerzysta. Źródłem jest infrastruktura, która przestała spełniać swoją funkcję.

I tu dokładam swój punkt: ścieżka wzdłuż Parku Szwedzkiego przy al. Solidarności.

Jestem rowerzystą i wiem, że tam na korzeniach drzew podnoszących asfalt można sobie normalnie zęby powybijać. To nie jest złośliwość. To opis stanu faktycznego. Ta trasa wymaga pilnego remontu, bo jest ważna, uczęszczana i prowadzi przez jeden z kluczowych zielonych fragmentów starej Nowej Huty.

Miasto zapowiada, że środki mają służyć m.in. poprawie jakości istniejącej infrastruktury, nie tylko budowie nowych elementów. I właśnie takie miejsca powinny być traktowane jako priorytet.

Centrum – Kombinat. Dziury i korzenie na symbolicznej trasie Nowej Huty

Grzegorz wskazał jeszcze jeden ważny kierunek:

„Odnowa ścieżki od Centrum do Kombinatu – obecnie są dziury i korzenie wystające ze ścieżki.”

Choć ten wniosek to ciąg wcześniejszego akapitu jest wart podkreślenia. Bo to zdanie ma wymiar niemal symboliczny. Centrum Nowej Huty i Kombinat to nie są przypadkowe punkty na mapie. To oś historii tej dzielnicy. To trasa, która mogłaby być jednocześnie komunikacyjna, rekreacyjna i turystyczna.

A dziś? Dziury i korzenie.

Nowa Huta coraz częściej opowiada o swojej historii, architekturze, zieleni i turystycznym potencjale. Ale jeśli chcemy, żeby ludzie poznawali ją rowerem, to trasy prowadzące przez najważniejsze miejsca dzielnicy muszą być czymś więcej niż tylko przerywaną linią na mapie.

Rower trzeba też gdzieś zostawić

Wśród komentarzy pojawił się też głos, który często jest pomijany. Grzegorz napisał:

„Na wiaty/miejsca parkowe dla rowerów, oczywiście z kamerami.”

To jest temat bardzo praktyczny. Bo infrastruktura rowerowa to nie tylko droga. To także parkingi rowerowe, stojaki, wiaty, bezpieczne miejsca postoju, możliwość zostawienia roweru przy szkole, przychodni, domu kultury, urzędzie, parku, Zalewie, przystanku i pod domem.

Jeżeli chcemy, by mieszkańcy częściej wybierali rower, muszą mieć nie tylko którędy jechać. Muszą mieć też gdzie go bezpiecznie zostawić a szczególnie nocą.

Priorytetowa lista mieszkańców Nowej Huty

Po komentarzach widać kilka głównych kierunków. Gdybym miał ułożyć z nich priorytetową listę dla Nowej Huty, wyglądałaby tak:

1. Kocmyrzowska, Cienista i połączenie ze Wzgórzami Krzesławickimi
To najczęściej powracający kierunek i zarazem miejsce wskazane także przez miasto jako istotny brak w sieci. Tu potrzebne jest nie tylko „coś dla rowerów”, ale pełne, bezpieczne połączenie.

2. Ptaszyckiego – Igołomska – Giedroycia – S7
Brakujące odcinki, dziurawe przejazdy, nieintuicyjne połączenia i konieczność wykonywania „fikołków logistycznych” to sygnał, że ten obszar wymaga kompleksowego uporządkowania.

3. Lasek Mogilski, Klasztorna i połączenie z wałami Wisły
To może być jedna z najciekawszych rekreacyjnych tras Nowej Huty, ale wymaga ciągłości i dobrej nawierzchni.

4. Przylasek Rusiecki, Wisła, wały i kierunek Niepołomice
Mieszkańcy wyraźnie widzą potencjał dłuższych tras rekreacyjnych. Nowa Huta powinna być rowerowo połączona z Przylaskiem, Wisłą i dalszymi kierunkami.

5. Trasa od B1 do Placu Centralnego
Korzenie wypychające rowerzystów na chodnik to nie jest drobna niedogodność. To problem bezpieczeństwa.

6. Al. Solidarności i Park Szwedzki
To mój dopisany, ale bardzo ważny punkt choć to ciągłość pkt 5. Nawierzchnia miejscami jest tu tak zdeformowana przez korzenie, że jazda staje się zwyczajnie niebezpieczna.

7. Centrum – Kombinat
Jedna z najważniejszych osi Nowej Huty powinna być wizytówką, a nie trasą dziur i wystających korzeni.

8. Most Wandy i dojazdy do istniejących ścieżek
Nie wystarczy dobra ścieżka, jeśli dojazd do niej niszczy komfort jazdy i sprzęt.

9. Oznakowanie, separacja i likwidacja konfliktów pieszy–rowerzysta
To szybkie działania, które mogą poprawić bezpieczeństwo niemal natychmiast.

10. Bezpieczne parkingi, stojaki i wiaty rowerowe
Bo rowerowa dzielnica to nie tylko trasy, ale cały system codziennego korzystania z roweru.

5 mln zł. Dużo czy mało?

No właśnie.

Czy 5 mln zł to dużo? Tak, jeśli mówimy o punktowych naprawach, uskokach, oznakowaniu, kilku brakujących fragmentach i poprawie najbardziej niebezpiecznych miejsc.

Czy 5 mln zł wystarczy na rowerowe potrzeby Nowej Huty? Nie. I chyba każdy, kto przejechał rowerem od Wzgórz po Wisłę, od Placu Centralnego po Kombinat, od Mostu Wandy po Przylasek, wie to doskonale.

Ale te 5 mln zł może być bardzo dobrym początkiem. Pod jednym warunkiem: że nie zostanie wydane wyłącznie tam, gdzie najłatwiej coś zrobić, ale tam, gdzie mieszkańcy naprawdę tego potrzebują.

Bo komentarze mieszkańców pokazują coś bardzo ważnego. Nowohucianie nie oczekują cudów. Oczekują normalności. Równego asfaltu. Bezpiecznego przejazdu. Sensownego połączenia. Czytelnego oznakowania. Trasy, która nie kończy się na błocie, tłuczniu, korzeniu albo barierce.

Jako radny dzielnicy i jako rowerzysta widzę to samo: Nowa Huta ma ogromny potencjał rowerowy. Tylko potencjał trzeba wreszcie połączyć asfaltem, rozsądkiem i dobrą organizacją.

Dlatego pytanie zostaje aktualne:

Gdyby te 5 mln zł miało naprawdę pomóc Nowej Hucie – od którego miejsca powinniśmy zacząć?

By Marcin Pawlik

Nowohucianin, Radny Dzielnicy XVIII Nowa Huta

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×