Park rozrywki Nowa Huta Błonia 2.0 – 1,5 mld zł „laserów” kontra mieszkańcy, przyroda i cele terenu – co naprawdę zapowiada miasto?
„Lasery zamiast rollercoasterów” – brzmi jak tytuł pokazu na juwenaliach, a nie zapowiedź inwestycji za ponad 1,5 mld zł. A jednak: według zapowiedzi miasta w Nowej Hucie ma powstać tematyczno-historyczny park rozrywki, całoroczny, z ok. 650 miejscami pracy, w rejonie Błonia 2.0 (Wola Rusiecka/Branice), z narracją o historii i dziedzictwie Polski podawaną „na ekranach i laserach”.
Błonia 2.0: cele terenu Krakowa a park rozrywki – czy to się w ogóle zgadza?
I teraz najważniejsze: zanim włączymy te lasery, włączmy… myślenie.
Bo Błonia 2.0 nie były wymyślane po to, żeby je „przykryć” kolejną komercyjną wizją. Oficjalnie to teren planowany jako miejsce wydarzeń kulturalnych i sportowych, wypoczynku i integracji społecznej, zagospodarowany zielenią urządzoną, z towarzyszącą infrastrukturą, boiskami, rekreacją, a nawet polami namiotowymi/campingami – w synergii z Przylaskiem Rusieckim.
Byłem tam i to konsultowałem…

Plan rozwoju zbiorników wodnych
Przylasek Rusiecki – https://www.bip.krakow.pl/zarzadzenia/2016/3223/X19UUF9fNDE1NzM=/program_przylasek_nhp_final_23_11_2016.pdf
Więc pytanie pierwsze, otwarte i bez złośliwości: czy park rozrywki w tej skali nie mija się z celami, dla których ten obszar wytyczono i opisano?
Chomik europejski na Błoniach 2.0 – co z ochroną przyrody w Nowej Hucie?
Pytanie drugie – już z lekką złośliwością, bo inaczej się nie da: co na to chomik europejski?
RDOŚ wprost wskazuje, że we wschodniej części Krakowa, wciąż użytkowanej rolniczo, prowadzi się poszukiwania stanowisk chomika europejskiego po to, by móc szybko reagować i chronić gatunek, gdy teren będzie przeznaczany pod inwestycje – a nawet rozważa się utworzenie chronionego obszaru.
Więc pytanie brzmi: czy zanim zaczniemy projektować „lasery”, mamy już twardą, publiczną odpowiedź: gdzie są stanowiska, jaki będzie plan ochrony i jakie warianty lokalizacji wchodzą w grę?
Alternatywa dla parku rozrywki: ogród społeczny, edukacja ekologiczna i marka kulinarna Nowej Huty
A skoro już jesteśmy przy „wariantach”: może zamiast „Disneylandu na czarnoziemach” zróbmy coś, co Nowej Hucie pasuje bardziej – z klasą, marką i sensem?
Wielki ogród społeczny i rolniczo-edukacyjny, rezerwat pól uprawnych „z chomikiem w tle”, ośrodek edukacji ekologicznej, ścieżki, mądre małe obiekty, a do tego lokalna marka kulinarna: zboża z tych wyjątkowych chomikowych pól – mąka, chleb, obwarzanek, ciastka… a nawet piwo. Wszystko dla chomika. To by dopiero było „unikatowe w skali Europy” – bez udawania, że beton i hałas są zielone. (I bez grzechu budowania „miliardów” na ziemi, której wartość jest w tym, że rodzi.)
Najpierw infrastruktura dla mieszkańców: chodniki, kanalizacja, bezpieczeństwo – potem miliardy na atrakcje?
I teraz pytanie trzecie, najbardziej przyziemne, bo życie jest przyziemne: czy naprawdę w pierwszej kolejności Nowa Huta potrzebuje inwestycji za 1,5 mld, skoro mieszkańcy od lat proszą o rzeczy bazowe – chodniki, bezpieczeństwo pieszych, kanalizację, porządną infrastrukturę do codziennego życia – a efektów często nie widać?
Mieszkańcy to miasto. Najpierw mieszkańcy.
Radny dzielnicy dowiaduje się z mediów? Konsultacje społeczne i komunikacja miasta z Nową Hutą
Na koniec pytanie czwarte – politycznie najważniejsze, bo dotyka szacunku: skoro mówimy o projekcie, który ma zmienić życie całych osiedli i domostw, to dlaczego radny dzielnicy dowiaduje się o takiej inwestycji z mediów, a nie z oficjalnej informacji i zaproszenia do rozmów na etapie, kiedy jeszcze można cokolwiek współtworzyć – konsultacji, zespołu roboczego, spotkania z mieszkańcami?
Szanowny Panie Prezydencie Mazur: czy to ma być projekt „dla mieszkańców”, czy projekt „o mieszkańcach”? Bo różnica jest dokładnie taka jak między ogrodem społecznym a laserem: jedno żyje, drugie tylko świeci.
