Są w Krakowie sprawy, które wracają jak refren. Uporczywy, nieprzyjemny, taki do którego nikt nie chce się przyznać. Jedną z nich jest remont Kopca Wandy. Dziś znów słyszymy: „nie teraz”. Nie dlatego, że ktoś podjął trudną, ale uczciwą decyzję po analizie ryzyk i finansów. Dlatego, że… nie ma dokumentacji.

A bez dokumentacji nie ma wniosku do SKOZK, bez wniosku nie ma dotacji, bez dotacji nie ma remontu. Tak w skrócie wygląda łańcuch przyczyn i skutków z oficjalnej odpowiedzi miasta na interpelację w sprawie Kopca Wandy. ZZM przyznaje, że posiada jedynie zalecenia Miejskiego Konserwatora Zabytków – to za mało, by rozpocząć procedurę aplikacyjną. Sprawę przesunięto do analiz przy pracach nad budżetem dopiero na rok 2026 i WPF.

Jak się o tym dowiadujemy?

Nie z raportu „naszych” i nie z komunikatu „po stronie Nowej Huty”. Dowiadujemy się z interpelacji radnego z drugiej strony Krakowa – Michała Ciechowskiego – opublikowanej w BIP. Paradoks? Trochę wstyd. Ale przede wszystkim sygnał, że nawet oczywiste sprawy wymagają dziś żmudnego dopominania się o podstawy: papier, harmonogram, wniosek.

I żeby nie było: media lokalne też jasno piszą, skąd impas – „brak papierów, brak pieniędzy”. A my, nowohucianie, znów słyszymy, że „to temat na przyszły rok budżetowy”. Ile razy jeszcze? (pulskrakowa.pl)

Co obiecano? I kiedy?

Warto przypomnieć, że 17 czerwca 2009 r. miasto podpisało umowę społeczną („kontrakt kompensacyjny”) związaną z lokalizacją spalarni odpadów przy ul. Giedroycia. Dokument zapowiadał pakiet inwestycji towarzyszących dla Nowej Huty – pierwszy taki precedens w kraju.

Od lat w miejskich publikacjach i prasie wraca teza, że w pakiecie „pospalarniowym” wskazywano m.in. potrzebę odnowy Kopca Wandy. Przypominano to już w 2014 r. („obiecali w 2009 roku remont kopca w zamian za spalarnię”) i powtarzano później w opisach projektów BO. Jeśli więc pamięć bywa zawodna – papier przypomina.

Kopiec Wandy to nie „kupa ziemi”

Kopiec Wandy – Łuszczkiewicz, Władysław (1828-1900) – Wieś Mogiła przy Krakowie jej klasztor cysterski, kościółek farny i kopiec Wandy

To jeden z najstarszych, wciąż czytelnych śladów człowieka w tej okolicy. Na szczycie stoi pomnik zaprojektowany przez Jana Matejkę, a Kornel Kozerski – warszawski kupiec – odnowił kopiec i ufundował orła w 1890 r.. Około tego czasu kurhan badał też Teodor Kułakowski, współzałożyciel Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa. Krótko mówiąc: za tym wzgórzem stoją konkretni ludzie, wysiłek i pieniądze – od pokoleń.

Muzeum Narodowe w Krakowie; www.zbiory.mnk.pl ;MNK III-ryc.-30089;;fot. Karol Kowalik

Dziś fachowcy proszą wprost: czas na działania konserwatorskie, aby zatrzymać degradację. To nie jest spór o estetykę skarpy, tylko o ratunek dla archeologicznego zabytku.

A gdzie w tym wszyscy „nasi”?

Bez personalnych wycieczek: rolą radnych miejskich jest nie tylko składanie uchwał, ale i pilnowanie, by administracja miała „papier”, zanim skończy się rok. Bo jeśli ZZM nie zleca projektu i kosztorysu, to nie ma wniosku do SKOZK, a jeśli nie ma wniosku – nie ma pieniędzy. Mechanizm jest prosty, konsekwencje – bolesne. Na marginesie: Kopiec Wandy wraz z otoczeniem jest zabytkiem; zaniedbanie dokumentacyjne w takim przypadku to nie drobiazg, tylko realne ryzyko dla obiektu i stracony rok w kalendarzu budżetowo-konserwatorskim. (Konkrety o „papierach” i 2026 r. – patrz odpowiedź magistratu).

Pieniądze? Owszem, ale najpierw… praca domowa

Możemy powtarzać, że „trudny budżet”, i to prawda. Ale nawet najtrudniejszy budżet chętniej przyjmuje zadania przygotowane – z programem prac, kosztorysem, uzgodnieniami, wnioskiem do SKOZK. To jest elementarz. Bez niego w 2025 r. nie zrobimy nic, w 2026 r. – może trochę, a w międzyczasie kopiec się sypie.

Przypomnienie z historii: gdy Kraków mobilizował się naprawdę

Kiedy inne krakowskie kopce potrzebowały ratunku, miasto i społecznicy potrafili powoływać komitety obywatelskie. Tak działa Komitet Kopca Kościuszki (tradycja od 1820 r.). Tak zadziałał Komitet Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego (reaktywowany u schyłku PRL) – i doprowadził do odbudowy. To sprawdzony, krakowski model działania, nie akademicka teoria.


Pointa? Nie chcę wierzyć, że „wszyscy” chcemy o Kopcu Wandy zapomnieć. Wolę wierzyć, że ktoś po prostu nie odrobił zadania – i da się to nadrobić: szybkie zlecenie dokumentacji, wpisanie zadania do WPF, równoległy wniosek do SKOZK, a potem konsekwentny nadzór nad realizacją. Media już to opisały, interpelacje zostały złożone – piłka leży na połowie miasta.

A skoro historia uczy, że komitety krakowian potrafią góry przenosić, to kto jest chętny do współtworzenia „Komitetu Kopca Wandy” – na wzór dawnych krakowskich komitetów opieki nad kopcami?

PS. Dla porządku: o „braku papierów” i odsunięciu tematu na 2026 r. pisał m.in. Puls Krakowa – zajrzyjcie, warto mieć kontekst w jednym miejscu.

By Marcin Pawlik

Nowohucianin, Radny Dzielnicy XVIII Nowa Huta

One thought on “Kopiec Wandy znów poczeka. Bo… brakuje papierów”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×